Poznałam mężczyznę w firmie. Kilka dni później zadzwonił i zaprosił mnie do swojego domku nad jeziorem. Moja dobra koleżanka z pracy poradziła mi, abym zabrała coś ze sobą do jedzenia, ale na początku udawała, że nic nie mam. Trzeba go sprawdzić, czy jest prawdziwym mężczyzną i umie zadbać o kobietę.
Mam kredyt, więc żyję od wypłaty do wypłaty, oszczędzając pieniądze. W lodówce jest też jeden kurczak, którego planowałam rozłożyć na co najmniej tydzień.
Wzięłam swoje zapasy, kupiłam chleb, niedaleko mojego domu jest piekarnia i pojechałam po Wojtka. Poprosił, żebym po niego przyjechała, bo on nie miał samochodu.
Kiedy znalazłam się pod jego domem, wyszedł, ale nie miał nic w rękach. Wsiadając do samochodu powiedział:
– Mam nadzieję, że masz tam coś do jedzenia.
Oznajmiłam, że nic nie ma. Zatrzymaliśmy się przy drodze przed sklepem, zrobił zakupy i wrócił z torbą.
Przyjechaliśmy do chaty nad jeziorem, a „mój prawdziwy mężczyzna” mówi, że kupił tylko makaron błyskawiczny i chleb, ale możemy jeszcze wykopać ziemniaki na polu sąsiada. Byłam w lekkim szoku! Ja mam na randce kopać ziemniaki? Coś mało romantyczne to spotkanie. Upiekłam na grillu mojego kurczaka i zaczęliśmy nakrywać do stołu. Mój partner był zachwycony kolacją, ale zapytał, czy moglibyśmy zjeść mój chleb, a ten co kupił, zabrałby sobie do domu.
Wziął swój makaron, chleb i zapakował z powrotem do torby. Zjedliśmy mojego kurczaka, oraz pieczywo, które kupiłam. Po kolacji zabrał też resztę jedzenia, które zostało po posiłku. Dotarliśmy do miasta i pożegnaliśmy się. Od razu powiedziałam mu, że to się nie uda. Dlaczego miałbym pragnąć tego rodzaju „szczęścia”?
To był mój pierwszy taki wyjazd z facetem. Byłam na wielu spotkaniach i słyszałam różne historie od moich przyjaciół i znajomych, ale po raz pierwszy zdarzyło mi się, że mężczyzna kupił makaron błyskawiczny na randkę. Bardzo się zawiodłam na Wojtku.



