Zostałam wolontariuszką w szpitalu, bo chciałam odkupić swoje winy. Pewnego dnia spotkałam tam swoją ofiarę

Zostałam wolontariuszką w szpitalu, bo chciałam odkupić swoje winy. Pewnego dnia spotkałam tam swoją ofiarę

Kiedyś byłam zupełnie inna, niż teraz. Kiedy miałam 16 lat, trafiłam nawet do poprawczaka za swoje zachowanie. Biłam się, okradałam rówieśników i dorosłych, miałam na koncie nawet napady. Ostatnia taka sytuacja wydarzyła się, gdy miałam 19 lat.

Z moją koleżanką napadłam na mały, osiedlowy sklep spożywczy. Chciałyśmy wyskoczyć nad morze, ale nie miałyśmy kasy. Ubrałyśmy na głowy kominiarki, które wcześniej zrobiłyśmy ze starych, grubych pończoch i wtargnęłyśmy z nożem do sklepu. Za ladą stała kobieta mająca ok. 60 lat. Gdy tylko nas zobaczyła, osunęła się na ziemię, uderzając głową o kant lady.

Naprawdę się wystraszyłyśmy, przez co nie wzięłyśmy ani grosza z kasy. Uciekłyśmy ze sklepu. Marta chciała pobiec do mieszkania, ale ja wiedziałam, że ta kobieta może umrzeć, więc nie można jej tam było tak zostawić i trzeba było wezwać jakąś pomoc. Zadzwonienie jednak ze swojego telefonu nie wchodziło w grę, więc popędziłam do kiosku po kartę telefoniczną, a potem do najbliższej budki telefonicznej, która na szczęście była obok poczty znajdującej się w pobliżu. Zadzwoniłam, wezwałam pogotowie, a potem z ukrycia obserwowałam, czy do kobiety na pewno dotarła pomoc.

Po tamtej sytuacji nie mogłam sobie ze sobą poradzić. Zerwałam znajomość z Martą, przestałam kraść i w ogóle igrać z losem, ale to ciągle było za mało. Owszem, udało mi się uniknąć odpowiedzialności, ale to wcale mnie nie cieszyło. Nie chciałam jednak zgłaszać się na policję. Z taką przeszłością na pewno dostałabym spory wyrok, a pójście do więzienia nie pomogłoby mi zacząć żyć normalnie.

Postanowiłam coś odmienić w swoim życiu. Poszłam do pracy, a w wolnym czasie, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, zapisałam się na wolontariat, który odbywał się w szpitalu.

Od tamtej strasznej sytuacji minął już rok. Żyłam spokojnym, normalnym życiem, pracowałam, byłam wolontariuszką, aż pewnego dnia stało się coś nadzwyczajnego. W szpitalu wśród pacjentów rozpoznałam tę kobietę. Ona najwidoczniej mnie nie poznała, bo w ogóle nie zareagowała na mój widok. Przebywała na oddziale ortopedycznym, ponieważ złamała sobie nogę i to w dwóch miejscach. Wtedy mój wewnętrzny głos kazał podejść do niej i opowiedzieć o całej tej sytuacji z przeszłości.

Nie zamierzałam już niczego dłużej ukrywać i przyznałam się do winy. Powiedziałam, że wówczas byłam inną osobą, złym człowiekiem, chociaż wiem, że to niczego nie usprawiedliwia i jeśli chce, to niech powiadomi o tym policję. Ja nie chcę mieć już tego ciężaru na sercu. Kobieta wtedy spojrzała na mnie, ale nie ze złością, a z… podziwem. Powiedziała, że mało kto byłby w stanie się przyznać do czegoś takiego, a ja to zrobiłam. I fakt, niczego nie pamiętała, więc nawet nie wiedziałaby, że to ja. Dodała też, że mi wybacza, bo koniec końców wszystko to wyszło na dobre. Kiedy wtedy zabrano ją do szpitala, zrobiono jej szczegółowe wyniki badań, które wykazały zmiany nowotworowe. Były one we wczesnym stadium, więc wdrożone leczenie ją uratowało.

Paradoksalnie ta sytuacja uratowała nam obu życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + jedenaście =

Zostałam wolontariuszką w szpitalu, bo chciałam odkupić swoje winy. Pewnego dnia spotkałam tam swoją ofiarę