Upłynął już tydzień, a ja wciąż nie wiedziałam, co stało się z żoną. Nie wiedziałem co się z nią dzieje. Dzwoniłem wszędzie. Obdzwaniałem każdy komisariat w mieście i pobliskich miejscowościach, dzwoniłem też do szpitali, schronisk dla bezdomnych, a nawet do kostnic, bo już nie wiedziałem, co mam robić i myślałem o najgorszym.
Najgorsze chwile przeżyłem, gdy dwa razy nawet opis mojej żony pasował do odnalezionych zwłok. Musiałem pojechać na identyfikację ciała. Boże, co za okropny widok! Na szczęśnie żadna z tych kobiet nie była moją żoną. Wciąż jednak zagadką było to, gdzie ona jest. Telefon żony dawał sygnał, więc był włączony, ale ona nie odbierała. Miałem wręcz wrażenie, że każde moje połączenie jest odrzucane.
Po tygodniu moja żona w końcu zadzwoniła do mnie i powiedziała, że już mnie nie kocha i chce się rozwieść. Nie zapytała nawet o naszą córkę, nie powiedziała, czy za nią nie tęskni, czy się o nią martwi. Przecież to traumatyczne wydarzenie dla dziecka. Ona miała to jednak gdzieś.
Od tej rozmowy nie miałem już żadnego kontaktu z żoną, tylko z jej prawnikiem. Córka oczywiście co jakiś czas pyta, gdzie jest mama i kiedy wróci, a ja po prostu nie wiem, co mam jej odpowiedzieć. Ciągle powtarzam, że wszystko jest w porządku i po prostu mama wyjechała w długą podróż służbową. Gdy zapytała, czemu do niej nie dzwoni, powiedziałem, że pewnie nie ma czasu albo tam gdzie jest, są problemy z zasięgiem. Oczywiście, przez jakiś czas to będzie działało, ale co potem? Przecież w końcu będę musiał wszystko wytłumaczyć córce, ale ciągle nie wiem, jak ja mam to zrobić.
Dziś żona zadzwoniła i powiedziała, że chce wpaść do domu i zabrać kilka swoich rzeczy. Na moje pytanie, czy chce zobaczyć córkę, żona nic nie odpowiedziała. Powiedziałem, że chcę, aby córka została ze mną i będę o to walczył podczas rozwodu. Żonie jednak na córce wcale nie zależało, prychnęła tylko i powiedziała: „a weź ją sobie”. Rozumiem, że można przestać kochać męża, ale jak można przestać kochać swoją pięcioletnią piękną córeczkę?! Nie mieści mi się to po prostu w głowie.
Teraz chcę tylko szybko zakończyć postępowanie rozwodowe i nigdy więcej nie musieć jej oglądać. Zastanawiam się tylko, jak powiedzieć córce, że matka odeszła i ma nas gdzieś. Co zrobić, żeby moje dziecko jak najmniej cierpiało? Nie chcę, żeby moja kruszynka płakała i tęskniła za mamą, ale nie mogę jej długo okłamywać, bo w końcu to mnie znienawidzi. Poradźcie, jak postąpić? Może macie podobne doświadczenia?
