Żona co jakiś czas mnie sprawdza. Na początku nawet mnie to śmieszyło i zabawne było patrzeć, jak mnie sprawdza udając, że tak naprawdę tego nie robi, ale teraz to jej maniakalne szukanie dowodów mojej zdrady jest już przytłaczające.
Dodam, że nigdy nie zdradziłem żony, chociaż pewnie bym mógł i nawet by o tym nie wiedziała. Mógłbym, ale tego nie zrobiłem, bo ją kocham, a słowa przysięgi małżeńskiej nie są dla mnie pustymi słowami.
Pewnego letniego ranka poszedłem pobiegać. W pobliżu naszego domu zauważyłem szczupłą dziewczynę, która rozciągała się niedaleko klatki schodowej mojego bloku. Gdy tylko wyszedłem, zaczęła powoli biec po ścieżce, którą zwykle biegałem. Ja również pobiegłem. Kilka minut później zrównała się ze mną i przez chwilę biegliśmy razem. Potem zapytała, czy nie mam wody. Powiedziałem, że nie. Później niespodziewanie się potknęła, ale widziałem, że to udawane. Próbowała udawać, że upada, ale zrobiła to tak nienaturalnie i teatralnie, że aż się pod nosem zaśmiałam.
Kobieta krzyknęła, a następnie podciągnęła nogawkę i poprosiła, żebym sprawdził, czy nic jej się nie stało. Cóż, spojrzałem, ale noga jak noga, nie była opuchnięta, a ja nie jestem lekarzem, więc nic więcej jej nie powiem, bo się nie znam. Poprosiła o dotknięcie jej nogi. Odpowiedziałem, że nie będę jej dotykać, ale jeśli to konieczne, to mogę zabrać ją na pogotowie i tam dokładnie sprawdzą, czy nic jej nie jest. Zgodziła się.
Kiedy byliśmy już w samochodzie, ta wariatka zdjęła koszulkę oraz stanik i patrzyła na mnie w oczekiwaniu. Niewzruszony poprosiłem ją, żeby się ubrała. Przez kolejne dziesięć minut próbowała mnie namówić na stosunek, bo ponoć tak bardzo się jej podobałem. Powiedziałem jej, że jeśli nie wyjdzie z samochodu, to wezwę policję. W końcu ubrała się i wyszła.
Podobna sytuacja powtórzyła się, gdy żona wyjechała do matki na dwa dni. Godzinę po jej wyjściu młoda dziewczyna zadzwoniła do drzwi i poprosiła o sól. Zdziwiłem się, bo to nie była nasza sąsiadka, tylko zupełnie obca osoba, ale poszedłem do kuchni po sól, a ona przyszła za mną. Zaczęła mnie kokietować, podrywać, dotykać. Patrzyłem na nią, jak na wariatkę i szybko się jej pozbyłem z domu.
Moja żona zafundowała mi już kilka takich niezręcznych sytuacji. Za każdym razem pewnie myślała, że się na to złapię. Ale ja nie jestem zainteresowany i miałem nadzieję, że ona w końcu to zrozumie i przestanie mi podstawiać jakieś panienki. Nie rozmawiałem z nią na ten temat, bo pewnie się wszystkiego wyprze.
Nie wiem, gdzie moja małżonka znajduje te dziewczyny i ile mnie płaci? Co mam z nią zrobić? Rozmawiać? Dalej grać z nią w tę grę i udawać, że niczego się nie domyślam? Przecież to jest chore. Szkoda, że żona mi nie ufa i robi takie rzeczy. Może to ja powinienem ją zacząć podejrzewać o zdrady?



