Znajomości z portali randkowych stały się dla mojego męża normą, a ja znoszę to w ciszy dla dobra rodziny

Znajomości z portali randkowych stały się dla mojego męża normą, a ja znoszę to w ciszy dla dobra rodziny

Poznałam męża na portalu randkowym, chociaż wcześniej myślałam, że naprawdę nie da się tam nikogo sensownego znaleźć. Tak, założyłam tam konto, ale bardziej z myślą, żeby z kimś sobie popisać, a nie szukać faceta. Teraz myślę, że moje podejscie do tego typu portali było prawidłowe, ale niestety – nie chciałam tego chyba widzieć i zignorowałam pierwsze, czerwone flagi.

Kiedy poznała mojego męża on miał jeszcze wtedy dziewczynę, ale ich relacja z dnia na dzień coraz bardziej się pogarszała. Długo rozmawialiśmy ze sobą tylko jak przyjaciele. Potem, kiedy weszliśmy już ze sobą w związek zauważyłam, że on wchodzi ciągle na ten sam portal randkowy. Założyłam więc fikcyjne konto i zaczęłam się z nim tam komunikować. Chciałam dowiedzieć się, po co jest na tym portalu. Rozmowy z nim były dosyć neutralne, dlatego uspokajałam się, że to nic takiego i pewnie jest tam z nudów. Owszem, trochę mi to przeszkadzało mi to, ale myślałam, że w końcu mu się to znudzi. Zawsze znajdowałam mu jakieś wymówki i tłumiłam w sobie głosy mówiące o tym, że coś jest nie tak.

Potem zaszłam w ciążę i dowiedziałam się, że z kimś się spotkał z tego portalu. O wszystko jednak obwinił mnie stwierdzając, że nie mam dla niego czasu, nie czuje się przy mnie męsko, więc chciał taki się poczuć przy innej kobiecie. Wybaczyłam mu to, a on nawet nie przeprosił. Zdecydowałam, że rodzina jest czymś, o co należy walczyć, dlatego nie chciałam robić z tej – jak myślałam – jednorazowej sytuacji powodu do rozejścia się. Ogólnie mąż był bardzo dobry, miły, opiekuńczy, do tego nie pije, nieźle zarabia, więc przymyknęłam na to oko. Poza tym bardzo go kochałam.

Jestem Ukrainką i prawdopodobnie przez to nie jestem tolerowana przez koleżanki z pracy

Po urodzeniu dziecka i przejściu depresji poporodowej czekałam na wsparcie z jego strony, jakąś delikatność i czułość, ale nie – on uważał, że powinnam być gotowa na seks z nim i to za każdym razem, kiedy on tego chciał. Starałam się więc jak mogłam spełniać jego pragnienia i być dobrą żoną. Wierzyłam mu, nie sprawdzałam telefonu i myślałam, że i on chce poprawić naszą relację. Minął rok i przez przypadek zobaczyłam SMS’a, jakiego dostał. Prawie oszalałam! Pogrzebałam dalej i okazało się, że pisał z jakimiś dwoma kobietami na raz. Z korespondencji jasno wynikało, że ​​utrzymywał te relacje już kilka miesięcy.

Nie wywołałam awantury i pomyślałam, że zobaczę, do czego to doprowadzi. To trudne, ale przyzwyczaiłam się do obwiniania siebie i ten przypadek nie jest wyjątkiem. Myślałam, że jak coś takiego odkryję, to na pewno skończy się rozwodem, ale nie chciałam go stracić i zdecydowałam, że jeśli nie zdradzi mnie fizycznie, to mogę to zaakceptować. W ich wiadomościach nie było żadnej wzmianki potwierdzającej, że tak jest, ale rozmawiali o intymnych sprawach. Kiedy powiedziałam mężowi o moim odkryciu, ten zaczął wszystkiemu zaprzeczać i znowu mówić, że sama do tego wszystkiego doprowadziłam. Pokłóciliśmy się, on wyszedł z mieszkania i wrócił trzy dni później. Znowu mu wybaczyłam, bo chcę, żeby dziecko było szczęśliwe i miało pełną rodzinę. Po kilku miesiącach znowu jednak odkryłam, że mąż z kimś pisze, a ja znów wybaczyłam. Chyba zupełnie siebie nie szanuję.

Chcę znaleźć siłę, żeby mu się przeciwstawić. Kiedyś chciałam, żeby przynajmniej przyznał się do błędu i przeprosił, teraz nie chcę już niczego. Ale jak stać się silną? Za kilka dni przyjdzie i powie: „kocham Cię”, jesteś wszystkim, co mam” itp., a ja znowu uwierzę i stwierdzę, że nie ma co rozbijać rodziny. On później znowu z kimś będzie pisał i tak w kółko. Jak wyrwać się z tej matni? A może to naprawdę nic strasznego?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 6 =

Znajomości z portali randkowych stały się dla mojego męża normą, a ja znoszę to w ciszy dla dobra rodziny