Moja relacja z Adamem rozwinęła się bardzo szybko. Dopiero co przeprowadziłam się do miasta i nie miałam zamiaru z nikim romansować. W tamtym czasie potrzebowałam pracy i mieszkania. W końcu znalazłam pracę w sklepie jego matki, zaproponowała mi również wynajęcie pokoju w swoim domu. Wtedy wszystko wydawało mi się idealne. W ten sposób poznałam Adama, który później został moim mężem.
Od razu widziałam, jak bardzo kochał i kocha swoją matkę. Słuchał wszystkiego, co mu mówiła, starał się jej przypodobać i pomagać we wszystkim, nawet jeśli o to nie prosiła.
Moja babcia, kiedy byłam mała, mawiała, że sposób, w jaki mężczyzna traktuje swoją matkę, pokazuje, jak będzie się zachowywał w stosunku do swojej żony. Słowa babci od razu mnie zafascynowały. Po kilku miesiącach zalotów, mój ukochany oświadczył się i zaproponował mi małżeństwo, zgodziłam się od razu.
Kilka tygodni po ślubie, dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Wydawało mi się wtedy, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie, jednak od tego dnia, wszystko zaczęło się rozpadać.
Do samego końca pracowałam w sklepie mojej teściowej. Nawet gdy do porodu brakowało zaledwie tygodnia, nie zaczęła szukać dla mnie zastępstwa. W związku z tym, w dniu porodu, wcześniej zamknęłam sklep, aby udać się na oddział położniczy.
Kiedy matka Adama dowiedziała się o tym, wpadła w złość. Przyszła na oddział położniczy i kazała mi się spakować i wynieść z jej domu. Nawet nowonarodzonego wnuka Pawełka nie chciała widzieć, podobnie jak mój mąż. Powiedział tylko, że nie spodziewał się, że będę tak nieodpowiedzialna. W rezultacie koleżanka przyjechała po mnie i synka do szpitala, od tego czasu mieszkamy u niej.
Od tamtego dnia minęły cztery miesiące, a ja ciągle nie mogę zapomnieć o tym, co się stało. Nadal czuję się jak w koszmarze, z którego nie mogę się obudzić. Nie wiem, jak sobie poradzę bez dochodów i własnego mieszkania z małym dzieckiem.



