Mój ojciec mnie porzucił. Kiedy mama zaszła w ciążę, oboje mieli zaledwie po 18 lat. Stwierdził, że nie jest gotowy na założenie rodziny i ją po prostu zostawił. Oczywiście nikt nie jest w stanie nikogo do niczego zmusić, dlatego po prostu zostałyśmy same. Odmówił zupełnie angażowania się w moje wychowanie i tylko płacił na mnie alimenty. To był cały jego wkład.
Jestem wdzięczna mamie, że poświęciła mi swoją młodość i wychowała mnie sama, a przecież mogła mnie oddać do domu dziecka. Pracowała na nocnych zmianach, podczas gdy babcia się mną opiekowała. Próbowała w każdy możliwy sposób ułatwić nam życie i żyłyśmy normalnie, nie byłyśmy biedne. Miałam wszystko, co miały dzieci w moim wieku, zabawki, ładne ubrania, raz w miesiącu z mamą chodziłyśmy do wesołego miasteczka lub do kina. Było nam dobrze we dwie, a jedyne, czego mi brakowało, to ojcowskiej miłości.
Nigdy tak naprawdę nie pytałam o ojca, chociaż wiedziałam, kim on jest. Dzięki Bogu moja mama nie kłamała jeśli o niego chodzi i nie mówiła, że jest marynarzem albo zmarł przed moimi narodzinami.
Syn wpadł w miłosne bagno, a ja nie wiem, jak go z tego wyciągnąć
Wszystko było dobrze, dopóki mój ojciec nie zamieszkał na sąsiedniej ulicy. Mieszkali tam moi przyjaciele, do których często przychodziłam. Nie wiem, czy on w ogóle wie, że jestem jego córką, być może nie. Mama nie rozmawiała z nim od lat, alimenty były podnoszone przez sąd, a ona nie miała z nim osobiście nic do czynienia. Ja jednak wiem, kim on jest i często go widzę.
Ma nową rodzinę, jego córka ma 9 lat, siedem lat mniej niż ja. Oznacza to, że założył nową rodzinę trzy lata po moim urodzeniu, a cztery lata później pojawiła się moja siostra. Kilka lat zajęło mu dojrzewanie do roli ojca. Tylko. Jednak te lata to dla mnie prawdziwa przepaść, ponieważ to z ich powodu zostałam tylko z mamą, dorastałam bez mojego ojca, a to czasami przysparzało mi bólu.
Patrzę na niego teraz z daleka i widzę, że jest wzorowym rodzicem. Jest czuły dla swojej żony i córki, z którymi często gdzieś jeździ i spędza dużo czasu. Zazdroszczę jego córce, bo dostała to, czego ja nie dostałam, jego miłość, uśmiech i życzliwość. W czym jestem gorsza? Dlaczego miałabym płacić i cierpieć przez to, że to on popełnił błąd, bo nie był gotowy, by zostać z rodziną? Pojawiłam się w niewłaściwym czasie i tylko dlatego mam czuć się gorsza?



