Niedawno usłyszałam bardzo dobre powiedzenie: „Mieć dużo dzieci to nie znaczy hodować biedę, to znaczy pomnażać skarb…”. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej…
Kiedy zostałam wypisana ze szpitala położniczego z moim drugim synem, lekarze namawiali mnie, żebym za miesiąc poszła do poradni ginekologicznej i zastosowała antykoncepcję. Powiedzieli mi, że ze względu na mój stan zdrowia i historię choroby, nie będę mogła zajść w ciążę przez najbliższe 5 lat. To mogłoby skończyć się dla mnie źle!
Był to dla mnie bardzo trudny okres, problemy z moim „małżonkiem” i nowe życie z dwójką dzieci. Miałam wtedy wiele na głowie. Zanim wybrałam się na wizytę do lekarza, zajęło mi dwa i pół miesiąca. Tylko nie do lekarza rodzinnego, ale do ginekologa, aby potwierdzić moje obawy przed kolejną ciążą, a raczej spojrzeć prawdzie w oczy i poznać termin porodu.
Tak się złożyło, że znów byłam w ciąży i ponownie spodziewałam się chłopca. Stało się to, zaledwie miesiąc po porodzie. Natychmiast przypomniały mi się wszystkie straszne słowa lekarzy, więc powoli pożegnałam się z życiem. Przecież mój „stan zdrowia i historia choroby” nie pozwalały mi na ponowne zajście w ciążę.
Poszłam do kliniki położniczej, żeby się zarejestrować, lecz bardzo się wstydziłam. Nie posłuchałam lekarzy, nie czekałam przez te pięć lat, które miałam czekać. Poza tym, postąpiłam wbrew zdrowemu rozsądkowi i przyzwoitości, jakie narzuca społeczeństwo i zaszłam w ciążę zaraz po urodzeniu drugiego dziecka.
Mówiło się wtedy: „Wstyd i hańba!”.
I naprawdę było mi wstyd. Tak silne były wszystkie społecznie narzucone postawy, dotyczące wielodzietnych rodzin i wiecznie ciężarnych matek.
Pamiętam, jak moja mama była strofowana przez swoją matkę za kolejną ciążę. Nazwała ją też za to maciorą.
Przez długi czas, starałam się ukrywać swoją ciążę przed wszystkimi, tak długo, jak to było możliwe, a potem jak najrzadziej pokazywać publicznie.
Poszłam do kliniki położniczej, gdy byłam w około 30 tygodniu ciąży. Lekarze byli zaskoczeni moją szybkością i wytrwałością, ale jeszcze bardziej byli zaskoczeni, gdy przechodziłem badania i testy. Nie pozostało nic z mojej imponującej historii choroby i komplikacji z ostatniego porodu. Nawet moje przewlekłe odmiedniczkowe zapalenie nerek ustąpiło, a nerki przestały mi dokuczać. Ciąża była najłatwiejsza ze wszystkich. Po prostu, mając dziecko karmione piersią, nie miałam czasu na słuchanie siebie i cierpienie.
Tak to już jest. Teraz żałuję tylko tego, że moje tchórzostwo nie pozwoliło mi cieszyć się z ciąży, ale starałam się wszystko ukryć. Teraz bardzo tego żałuję. To właśnie trzecia ciąża wpłynęła na to, że wiele przemyślałam i dojrzałam.



