W mojej firmie pracuje pewien facet, który jest bardzo zabawny, a do tego przystojny. Uważam go również za inteligentnego, jednak dla mnie i tak najważniejsze jest poczucie humoru – uroda przeminie, a bycie zabawnym zostanie i będzie mnie wciąż bawić. Pod koniec czerwca postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zaprosiłam go na randkę. Nigdy nikogo nie zapraszałam wcześniej na randkę, więc było to dla mnie dziwne doświadczenie – zwykle robią to pierwsi mężczyźni.
W czasie przerwy obiadowej podeszłam do niego i zapytałam, czy nie zechce się ze mną gdzieś wybrać w ramach randki. Trochę się zmieszał i na początku nic nie powiedział, a potem się zgodził. Dodał, że to miłe, bo nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie zrobiła pierwszego kroku. Ja również powiedziałam, że zrobiłam to pierwszy raz, więc tym bardziej cieszę się, że się zgodził. Umówiliśmy się na spotkanie w piątek po pracy.
Niestety, koniec czerwca to w naszej firmie bardzo gorący okres, gdzie musimy dopiąć duże kampanie. Przez to wychodziliśmy bliżej dziesiątej wieczorem. W piątek cudem udało nam się wyjść trochę wcześniej, bo o dziewiętnastej. Niestety, po całym tygodniu takiej ciężkiej pracy nie mieliśmy na nic siły. Nie chciało się nam iść nawet na kawę, ale też nie chciałam przekładać tej randki. Wtedy to on wyszedł z inicjatywą i zapytał, czy chcę może po prostu obejrzeć jakiś serial i napić się piwa. Zdecydowanie za tym byłam.
Poszliśmy do sklepu, kupiliśmy chipsy, piwo, a potem jeszcze podjechaliśmy do mojego mieszkania, abym mogła przebrać się w jakieś dresy. Następnie pojechaliśmy do jego domu, gdzie zamówiliśmy pizzę. Prawie do drugiej w nocy leżeliśmy na ogromnym łóżku, oglądaliśmy z nim ostatni sezon „Przyjaciół” i piłliśmy piwo. O w pół do trzeciej w kuchni robiliśmy jajecznicę i rozmawialiśmy o wszystkim.
To była najlepsza randka na świecie!
Następnego dnia poszliśmy nad staw, aby nakarmić kaczki. Nie wiem, jakie zasady mają dorośli i nie wiem, czy nietaktem jest zapraszać faceta na randkę, ale zupełnie nie dbam o to!



