Zamieniła niegustowny pierścionek po babci na modną biżuterię, a jej mama urządziła awanturę – rodzi…

Pamiętam jak dziś tę historię sprzed wielu lat, kiedy to jeszcze życie płynęło wolniej, a wartości rodzinne wydawały się niezmienne i nienaruszalne. Było to w Krakowie, w czasach, gdy sklepów jubilerskich nie było tyle co teraz i każdy skrawek rodzinnej biżuterii miał własną opowieść. Moja mama podarowała mi sygnet po swojej matce, mojej babci Jadwidze. Ten pierścionek nie miał w sobie nic z uroku dawnych kosztowności masywny, z dziwnym wzorem, zupełnie nie w moim guście i za duży na palec.

Nigdy nie chciałam go nosić, wydawał się zbyt toporny i nie pasował do mnie. Stwierdziłam wtedy, że skoro pierścionek jest mój, mogę zrobić z nim, co uznam za stosowne. Zabrałam więc zgromadzone oszczędności, poszłam do jubilera na Grodzkiej, dopłaciłam parę złotych i wymieniłam rodzinny sygnet na subtelną, nowoczesną obrączkę, którą od razu pokochałam.

Niewinna radość trwała krótko. Zatelefonowałam do mamy, żeby podzielić się szczęściem z zakupu i usłyszałam złością przepełniony głos:
Jak mogłaś oddać pierścionek bez zapytania? Przecież to nie tylko kawałek złota, ale wspomnienie! Pamiątka rodzinna, czy wiesz nawet, komu go odebrałaś?

Tłumaczyłam, że skoro dostałam sygnet, należy już do mnie i mogę nim rozporządzać wedle uznania. Nie docierało. Mama nawet nie słuchała, kończąc rozmowę ponurym pożegnaniem. Później próbowała się ze mną kontaktować, lecz tak się zdenerwowałam, że nie odbierałam połączeń, nie odpisywałam na wiadomości. Napisała więc długi sms, w którym wyjaśniała, że pierścionek nie był prezentem, a jedynie powierzoną pamiątką przeznaczoną do przechowania. Ale po co mi taki ciężar? Dziwne to wszystko. Jeśli coś się komuś daje, to daje na własność, a nie w wieczne depozyty rodzinnych sekretów.

Babcia Jadwiga jeszcze wtedy żyła, lecz relacje z mamą, jak i ze mną, były napięte i pełne niedomówień. Co to za pamiątka, jeśli budzi tylko konflikty?

Przypomniałam sobie tę opowieść, gdy niedawno natknęłam się na podobną historię na łamach dawnej Przekroju. Rozmyślałam wtedy, czy sama mogłabym rozstać się z taką rodzinną biżuterią. Choćby nie była zapiskiem dawnej świetności jubilerstwa, to przecież niesie fragment historii rodziny, nawet jeśli jest tylko reliktem minionych czasów. Być może nikt nigdy nie ubierze starego sygnetu, ale ile w nim wspomnień! Za kilka pokoleń dzieci z ciekawością wypatrują, co nosili ich przodkowie i kto oddawał się modom dawnej epoki. Być może coś, co dziś jawi się jako niemodne, wróci do łask za lat dziesięć czy dwadzieścia. Przecież biżuteria to często pomost pamiątka po mamie, gdy już odejdzie, po Babci, po ukochanych ludziach.

A tu dziewczyna wymieniła pamiątkę na nowoczesną ozdobę. Nawet nie wspomnę o jakości dzisiejszego złota przecież zawsze można zlecić jubilerowi zrobienie nowej formy ze starego kruszcu. Zachowuje się wtedy pamięć o korzeniach i jednocześnie odzyskuje się przyjemność z noszenia czegoś bliskiego. Taka biżuteria dalej zachwyca, przekazywana z pokolenia na pokolenie, snując własne legendy.

Można też przecież po prostu kupić nowy pierścionek, a rodzinny zostawić nienaruszonym na dnie szkatułki.

Zawsze stałam całym sercem po stronie mamy. Rozumiem to oburzenie. Nie przyszło jej do głowy, że córka w tej historii to Zofia może nie zdawać sobie sprawy z znaczenia pamiątek. Że z rodziną wiążą się zobowiązania wobec przeszłości. Nawet zwykłych prezentów nie wypada oddawać czy sprzedawać, a co dopiero biżuterii babci.

A z drugiej strony może warto choć na chwilę wczuć się w dziewczynę? Może Zofia nigdy nie uczyła się przywiązywać do rzeczy, bo dla niej to przedmioty do używania, nie do przechowywania. Zerkam dziś na stare targi w Kazimierzu, ile tam rodzinnych pamiątek, ile talerzy i zegarków, których nikt już nie chce. Może trzeba nam żyć tu i teraz, nie ciągnąc za sobą ciężaru dawnych czasów? Może jeśli komuś nie jest potrzebna pamięć o rodzinie, nie warto go za to winić? Może matka nie przekazała córce prostych prawd od pokoleń, nie rozmawiała o tym, co oznacza przekazywanie pamiątek? Trudno powiedzieć.

Tak oto historia prostego złotego sygnetu sprzed lat wywołuje refleksję o rodzinie, o przeszłości, o tym, co zostaje, gdy już nas nie ma. Każdy z nas poniesie swoje wspomnienia tak, jak potrafi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − cztery =

Zamieniła niegustowny pierścionek po babci na modną biżuterię, a jej mama urządziła awanturę – rodzi…