Mam 34 lata i męża. Całe życie żyłam w pełnej rodzinie, rodzice nawet nie myśleli o rozwodzie. Ja sama mam też młodszego brata.
Od dzieciństwa uważałam moją mamę za autorytet i zawsze wszystko co robiła, było dla mnie słuszne. Mama jest kobietą dominującą, uwielbia dowodzić wszystkimi, włącznie z tatą. Mam raczej charakter po tacie, więc jestem bardzo lojalna, nie lubię rządzić ludźmi i wtykać nosa tam, gdzie nie trzeba.
Poszłam na studia tam, gdzie mama mi kazała. Potem poszłam do pracy, gdzie mama mi poradziła, ale w tamtym momencie wydawało mi się, że wszystko jest w porządku i moja mama miała rację. Potem poznałam mojego męża. Mój mąż też ma dosyć mocny charakter, przez co nie potrafił dogadać się z moją mamą i zdarzało się, że często się kłócili. Mama także próbowała przekonać mnie do tego, że Darek nie jest najlepszym kandydatem na męża dla mnie i że powinnam go sobie odpuścić. Dopiero teraz widzę, że 80% konfliktów z moim mężem było spowodowane jej podjudzaniem.
Dzieliłam się również z mamą wieloma szczegółami z życia, co wcale nie było dobre i z perspektywy czasu tego żałuję. Jakieś 2-3 lata temu zaczęłam słuchać bardziej siebie i zrozumiałam, że jestem zupełnie inną osobą i nie chcę żyć tak jak moja mama. Chcę być kobietą, a nie jakimś potworem, który musi mieć nad wszystkim kontrolę. Niestety, zobaczyłam to za późno, przez co bezpowrotnie zniszczyłam swoje relacje z mężem, które teraz pewnie będziemy długo naprawiać.
Oczywiście nie można winić mamy za wszystko, sama powinnam wyznaczyć granice, ale wszystko wyszło tak, jak wyszło. Teraz wiele się we mnie zmieniło, słucham siebie i robię to, na co mam ochotę, a nie to, co chce moja mama. Poprawiam relacje z mężem i wszystko wydaje się być w porządku. Ale fakt, że tak wiele razy uraziłam i poniżyłam mojego męża, nie daje mi spokoju. Dręczy mnie silne poczucie winy.
Jak zostawić to wszystko w przeszłości i cieszyć się życiem tu i teraz?
