Nie wiem, po co to zrobiłam, chyba po prostu z miłości i przez głupią wiarę w to, że przy odpowiednim wsparciu człowiek może się zmienić. Teraz jednak wiem, że to nie ma sensu, a lubie po prostu się nie zmieniają. Kiedy znika jeden problem, to pojawia się drugi, z którym jeszcze ciężej jest sobie poradzić niż z tym pierwszym.
Mój mąż to alkoholik, ale od jakiegoś czasu nie pije. Widząc, że alkohol to dla niego już przeszłość, dałam mu jeszcze jedną szansę i pozwoliłam mu na powrót i zamieszkanie w domu. Owszem, mąż nie pije, co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Problem jednak pojawił się w kwestii pracy. Ja pracuję, a mój mąż nie mimo tego, że ma wyższe wykształcenie i naprawdę duże doświadczenie zawodowe. Kiedy był w czynnym nałogu, wyrzucono go z pracy, bo zawalał projekty i często do niej nie przychodził. Teraz jednak, kiedy wyszedł z uzależnienia mógłby wrócić do pracy, bo nic nie stoi na przeszkodzie ku temu.
Wciąż próbuję wyleczyć się z traumy z dzieciństwa, która do tej pory niszczy mi życie
Często mówię mu, że chętnie pomogę mu w szukaniu pracy. Popytam znajomych, pomogę w odświeżeniu CV, wybiorę się z nim także na targi pracy, ale on nie chce o tym słyszeć. Mówi, że musi odpocząć, że jest wykończony uzależnieniem, z którym jeszcze do niedawna się mierzył i że potrzebuje czasu. Szkoda tylko, że to ciągnie się już pół roku! W dodatku nic nie robi w domu, tylko ogląda telewizję naprzemiennie z graniem w gry komputerowe.
Chciałam dać mu szansę, pomóc mu stać się lepszym człowiekiem. ale teraz wątpię w służność swojej decyzji, a nawet trochę zaczynam tego żałować. Nie widać po nim, że chce szukać pracy i w ogóle zrobić coś więcej dobrego ze swoim życiem. Jemu się chyba wydaje, że skoro wygrał z nałogiem, to już jest wielkim bohaterem i nie musi robić niczego więcej. A ja już jestem zmęczona. Dobrze chociaż, że nie musimy wynajmować mieszkania, bo żyjemy w mieszkaniu po mojej abci, ale mimo tego utrzymywanie dwóch osób z jednej pensji stanowi dla mnie wyzwanie.



