Zebrałam się więc na odwagę i postanowiłam opisać historię swojego życia. Teraz mam wszystko – rodzinę, wspaniałego męża, cudowną córkę, własny dom i ciche, spokojne życie. Chciałabym żyć i być szczęśliwa, ale nie mogę. Podobnie jak u innych, moje wszystkie problemy ciągną się od dzieciństwa i nadal nie mogę sobie z nimi poradzić.
Kiedy miałam 13 lat, moi rodzice rozwiedli się, a mojego brata wysłano do specjalistycznej szkoły z internatem, bo ma zespół Downa. Ja z kolei zaczęłam naukę w gimnazjum w innym mieście i zaczęłam mieszkać w bursie, więc tylko raz na jakiś czasu przyjeżdżałam do domu. Mój ojciec walczył z matką do ostatniej chwili o mnie i brata, ale zdrada matki i nowotwór, którego miał, odebrały nam go na zawsze. Zmarł po 4 latach od rozwodu. Dla mnie to wszystko było tragedią, rozpad rodziny i zdrada mojej matki, rozłąka z ukochanym bratem i ojcem, śmierć ojca, wszystko to stało się dla mnie strasznym szokiem i straszliwą traumą. Moja psychika została zrujnowana.
W tym czasie moja matka układała sobie na nowo życie i podczas naszych rzadkich spotkań powtarzała mi, że muszę zrozumieć, że ona też chce być szczęśliwa, a o śmierci mojego ojca mówiła, że takie jest życie i wszyscy będziemy musieli odejść prędzej czy później. Opowiadała o moim bracie, że dobrze się czuje w ośrodku, bo są tam dzieci takie jak on.
Była teściowa chciała zmusić mnie do tego, abym adoptowała dziecko z romansu mojego zmarłego męża
Moja matka stała się dla mnie potworem, nienawidziłam jej. Nie będę nic mówić o jej nowym mężu, nawet nie chcę o tym myśleć. Kiedy się uczyłam i próbowałam uporać z traumami psychicznymi, przyszedł nowy cios – w internacie wybuchł pożar, a mój brat zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Znowu się załamałam, ból był straszny, nie chciałam żyć. Chciałam nawet popełnić samobójstwo. Nie mogłam tego wszystkiego zaakceptować i żyć z tym dalej.
Przez kilka lat byłam w strasznej depresji, pracowała ze mną psycholog, ale to nie miało sensu. Potem skończyłam studia i wyjechałam do innego miasta. Zerwałam kontakt z matką, bo nie mogłam jej tego wszystkiego wybaczyć. Ból nadal był bardzo silny, a jego przyczyną była właśnie ona.
Teraz minęło 15 lat. Kilka lat pracy z psychologiem, pracy nad sobą i poznanie męża zmieniły trochę moje życie. Mimo tego przeszłość nie odpuszcza do końca, niepokoje i lęki nie zniknęły, a ja szalenie boję się utraty rodziny, bardzo się o nią martwię. Wszystko biorę sobie do serca i po prostu nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić.
Znowu chodzę do psychologa, znowu pracuję nad sobą i wydaje mi się, że jest tego jakiś efekt, ale wciąż nie jest on całkowity. Poczucie winy,
że nie ochroniłam brata i nie pomogłam ojcu nie odpuszczają, tak samo jak strach co do tego, że wszystko się powtórzy. Życie z tym jest bardzo, bardzo trudne.



