Moja żona zawsze lubiła ćwiczyć. Uprawiała sport trzy razy w tygodniu, a jej kondycja była godna pozazdroszczenia. Wszystko jednak się zmieniło w momencie, gdy zaszła w ciążę.
Na początku ciąży wykonywała pewne ćwiczenia, które były konsultowane z lekarzem, ale potem musiała całkowicie przestać trenować, ponieważ czuła się naprawdę źle i takie ćwiczenia mogły tylko pogorszyć sprawę. Kiedy Julia urodziła, ledwo wyszła ze szpitala, a już chciała iść do klubu fitness na trening. Lekarz stanowczo jednak jej zabronił i powiedział, że musi odczekać chociażby 2 miesiące, zanim znowu wróci do takiej aktywności fizycznej.
– Nie mogę tak długo czekać! – żona wręcz płakała.
– Wytrzymasz, musisz. Dopiero co urodziłaś, nie możesz się tak narażać.
Żona miała taką obsesję na punkcie sportu, że musiałem ją pilnować, bo zachowywała się jak narkoman na głodzie!
Pewnego dnia wróciłem wcześniej do domu, a tam żona, przebrana w strój sportowy, robiła sobie rozgrzewkę.
– Co robisz?!
– Nic! – odpowiedziała żona i udawała niewiniątko. – Po prostu przymierzam ciuchy, czy pasują po ciąży!
Nigdy wcześniej nie widziałem nikogo, kto tak bardzo nie może żyć bez sportu.

