Z mężem postanowiliśmy oddać wszystkie nasze oszczędności córce, bo syn nigdy nam w niczym nie pomagał

Z mężem postanowiliśmy oddać wszystkie nasze oszczędności córce, bo syn nigdy nam w niczym nie pomagał

Mam 68 lat, a mój mąż niedawno skończył 70 lat. Mamy syna i córkę. Oboje już mają własne rodziny, z którymi mieszkają w mieście, a my z mężem na wsi. Darek ma 3-letnią córeczkę, a Karolina ma 6-letniego synka.

Mieszkając z mężem na wsi cieszymy się z tego, co mamy. Posiadamy własny dom z ogródkiem oraz szklarnią, odpoczywamy na zewnątrz, kiedy tylko chcemy, a dodatkowo mamy jeszcze warzywa z własnej uprawy. Hodujemy też kury, więc kiedy dzieci do nas przyjeżdzają, dostają dobre mięso drobiowe, a nie jakieś naszpikowane chemią z marketu. Przez cały ten czas oszczędzaliśmy pieniądze. Chcieliśmy odłożyć sporą sumę pieniędzy, którą potem podzielimy między dwoje naszych dzieci, bo na pewno im się przydadzą. Chcieliśmy im także przepisać nasz dom, również po równo, a oni jakoś potem by się podzielili. Nie chcieliśmy być oskarżani o to, że dzielimy coś niesprawiedliwie – co to to nie. Kiedy pewnego razu dzieci przyjechały do nas z wizytą, razem z mężem ich o tym poinformowaliśmy. Oni nic nie odpowiedzieli, jakby ze wszystkim się zgadzając, chociaż wydaje mi się, że syn nie był za bardzo z tego zadowoleni.

Później zdarzyło się tak, że bardzo mocno oboje zachorowaliśmy. Zadzwoniliśmy do dzieci, by im o tym powiedzieć. Córka powiedziała, że natychmiast przyjedzie i się nami zaopiekuje. Syn natomiast najpierw nie odbierał telefonu, a potem synowa sama zadzwoniła i powiedziała, że syn nie może oddzwonić. Kiedy dowiedziała się w jakim celu dzwonimy odpowiedziała, że nie ma opcji na to, że przyjadą nam pomóc, bo mają małe dziecko i już przy nim jest sporo pracy, a co dopiero z dwojgiem dorosłych, schorowanych ludzi.

Rodzina uważa, że skoro mam wyższe wykształcenie, to powinnam utrzymywać moją siostrę wraz z rodziną

Karolina była u nas już po 30 minutach. Przywiozła wiele produktów, owoców. Przyjechał z nią też nasz zięć, który jest lekarzem i nas zbadał. Potem on pojechał do domu, a sama została z nami i powiedziała, że dopóki nie wyzdrowiejemy, ona z nami będzie. Naprawdę bardzo się nami oppiekowała, nawet doglądała ogródka warzywnego i szklarni. Oczywiście byliśmy poruszeni jej postawą i tym, że robi to z serca, a nie dla zysku. I tak wiedziała, że dostanie swoją część zgromadzonych przez nas pieniędzy, więc nie musiała się już starać.

Słyszeliśmy, że wnuk bardzo chce mieć swój pokój. Córka z zięciem i wnukiem mieszkają w kawalerce, więc jest im naprawdę ciasno. Nie mogli za wiele zaoszczędzić, więc szanse na to, że zmienią lokum były jednak małe. Córka o nic zresztą nie prosiła.

Po tym jednak jak się nami zaopiekowała uznałam, że to czas, by zmienić wcześniejszą decyzję. Syn w ogóle nas ignorował, nie spełniał żadne naszej prośby. Córka z kolei nie czekała nawet na jakiś znak od nas, tylko sama zapobiegała i robiła nam zakupy, gotowała, regularnie nas odwiedzała. Nie mieliśmy już z mężem żadnych wątpliowości, że musimy postąpić inaczej.

Wezwaliśmy dzieci do siebie. Powiedzieliśmy, że musimy porozmawiać o pieniądzach, które chcemy im przekazać. Syn i synowa natychmiast odpisali na SMS’a i pierwsi byli u nas. Siedzieli z entuzjazmem myśląc pewnie, że dostaną jeszcze więcej. My jednak powiedzieliśmy, że córka dostanie wszystkie oszczędności, aby mogła zmienić mieszkanie na większe. Syn ma większe mieszkanie, a poza tym kiedy dostaną pół domu, mogą sobie za pieniądze ze sprzedaży kupić co chcą.

Myślicie, że podjęliśmy dobrą decyzję? Sami nie wiemy, co o tym myśleć tym bardziej, że syn się na nas obraził.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Z mężem postanowiliśmy oddać wszystkie nasze oszczędności córce, bo syn nigdy nam w niczym nie pomagał