Wysłałam syna do sanatorium, bo chciałem żyć jak wszyscy inni, byłam jeszcze bardzo młoda.

Patrząc na śpiącego syna, myślałam, że moje życie skończyło się wraz z jego narodzinami. A przecież zaczęło się tak dobrze. Mój mąż i ja kochaliśmy się. Wszyscy mówili, że jesteśmy dobrą parą. Mieliśmy tyle wspólnych nadziei i marzeń. Kupiliśmy z mężem dom na wsi. Z taką miłością, urządziliśmy pokój dziecięcy. W odpowiednim terminie urodziłam chłopca. Kiedy skończył rok, lekarze stwierdzili, że jest opóźniony w rozwoju. Mój mąż bał się odpowiedzialności i natychmiast znalazł sobie inną kobietę. Pomagał mi z pieniędzmi, w razie potrzeby zawoził do szpitala, ale nie chciał widzieć dziecka. Rozumiałam go, ale nie mogłam zaakceptować, że mnie zostawił. Z dzieckiem było mi samej ciężko.

Synek nie mówił i nie chodził, musiałam nosić go na rękach. Gdy miałam 27 lat, wyglądałam jak babcia. Kiedyś, po kolejnej nieprzespanej nocy, spojrzałam na siebie w lustrze. Patrzyłam na rozczochraną dziewczynę, zaniedbaną i zmęczoną, z resztkami energii do pracy. Synek miał już 8 lat i stwerdziłam, że muszę coś zmienić. Podjęłam decyzję i powiedziałam o niej byłemu mężowi i matce, byli wściekli:

– Co z Ciebie za matka? Porzucasz swoje dziecko, jak będzie żyło bez Twojej opieki? To Twoja wina, że taki się urodził, a teraz go porzucasz. – Powiedział mąż.

– Bóg nigdy Ci tego nie wybaczy. – Krzyczała na mnie matka.

Nie rozumieli, że ja go nie porzucam, tylko wysyłam do sanatorium dla dzieci. Mogłam go odwiedzać, zabierać na weekend. Musiałam zadbać o siebie, chciałam żyć, a nie tylko istnieć.

– Nie spodziewałem się tego po Tobie. Myślałem, że jesteś dobrą matką. – Powiedział rozczarowany były mąż.

Spróbowaliby zająć się wyjątkowym dzieckiem 24 godziny na dobę. Nie śpię w nocy, a w ciągu dnia staram się nie spać. Nie zamierzam zmieniać swojej decyzji. Wyślę synka na turnus rehabilitacyjny. Będę go często odwiedzać i zabierać na weekendy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × pięć =

Wysłałam syna do sanatorium, bo chciałem żyć jak wszyscy inni, byłam jeszcze bardzo młoda.