Historia wydarzyła się rok temu, kiedy podjęliśmy decyzję o wynajęciu mieszkania, które całkowicie niespodziewanie otrzymaliśmy w ramach spadku. Z mężem już mieliśmy gdzie mieszkać, bo przed laty udało nam się kupić własną nieruchomość, więc w przypadku tego mieszkania od razu pomyśleliśmy, że dobrze będzie je wynająć i jeszcze trochę na tym zarobić.
Pierwszą rzeczą przed wynajmem jaką zrobiliśmy, był remont w tym mieszkaniu. Lokum było nieużywane i niezamieszkiwane przez nikogo od jakiś 5 miesięcy, poza tym od dawna nie było remontowane. Potem było czyste i jasne, ponieważ odmalowaliśmy ściany, wymieniliśmy podłogi i wyrzuciliśmy stare meble, bo tamte były z ubiegłej epoki i naprawdę aż źle się na nie patrzyło. Zostawiliśmy na miejscu tylko dębowy stół, ale został wcześniej także odnowiony i polakierowany.
Aby nie czekać długo na nowych lokatorów, w ogłoszeniu dodanym w Internecie daliśmy atrakcyjną cenę wynajmu, niższą niż obecnie na rynku jak za taki metraż i tę dzielnicę. Lokatorzy dość szybko się znaleźli, była to młoda para bez dzieci.
Zapłacili za miesiąc oraz kaucję w wysokości jednomiesięcznego wynajmu, a potem się wprowadzili.
Po trzech miesiącach postanowiliśmy sprawdzić, jak ma się nasze mieszkanie i z mężem pojechaliśmy odwiedzić lokatorów. Niechętnie nas wpuścili do środka i szybko zorientowaliśmy się, dlaczego. Po pierwsze, mieszkanie było przesiąknięte dymem papierosowym. Musieli tutaj palić dniami i nocami, non stop, bo smród był nie do zniesienia. Podłoga była tak brudna, że kiedy po niej chodziliśmy, nasze buty aż lepiły się od tego syfu.
Później para postanowiła zmienić narrację i powiedzieli, że ich oszukaliśmy, bo w mieszkaniu były karaluchy i pluskwy. Wtedy mąż wściekł się i zaczął wyrzucać rzeczy lokatorów bezpośrednio na klatkę schodową, każąc im natychmiast się wynosić.
W mieszkaniu było naprawdę dużo karaluchów… Te karaluchy były wielkości połowy mojej dłoni! Z mieszkania później wynieśliśmy 22 worki pełne śmieci! Nie rozumiem, jak można było tak zniszczyć w 3 miesiące dopiero co wyremontowane mieszkanie.
Po tym zdarzeniu nie wynajęliśmy już mieszkania. Stało przez pół roku puste, aż wszystkie sprawy spadkowe zostały ostatecznie uregulowane, a potem je sprzedaliśmy.
