Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie jest mój.
Jeszcze pamiętam tamte dawne czasy, kiedy mama z partnerem wracali do domu, nie sami, a z jakimś obcym mężczyzną, obaj już po kieliszku. Usiadłam wtedy w kącie za starą szafką i cicho wzdychałam.
I gdzie tu się schować, skoro na dworze już śnieg spadł. Już mam wszystkiego dość. W czerwcu skończę dziewięć klas i wyjadę do miasta. Zdam do kolegium nauczycielskiego i zostanę nauczycielką. A choć Warszawa jest tylko dziesięć kilometrów stąd, zamieszkam w internacie.
W kuchni zaczęła się uczta, rozlało się gorzało, rozniósł się aromat kiełbasy. Zgłodniałam od samego zapachu.
Poczekaj, ty! zawołała mama.
Po co się krygujesz?
Przecież was jest dwóch
Jakbyś pierwszy raz z dwoma była, rzucił Władek, partner mamy.
Zadźwięczały tłuczone naczynia. Jakiś szelest, jakieś stękanie. Wcisnęłam się mocniej w kąt. Hałas nagle ucichł.
Słuchaj, Andrzej, śpi już, powiedział Władek.
Mówiłeś, że fajna dziewczyna, ale coś nie bardzo mi się widzi
Przecież ona ma córkę
Jaką córkę?
Ewę, już dorosła. Pewnie siedzi w pokoju.
Przyprowadź ją tutaj, rozradował się Andrzej.
Ewa, gdzie jesteś? partner mamy wszedł do pokoju. Zobaczywszy mnie, uśmiechnął się w sposób, który przyprawił mnie o dreszcze. Chodź, posiedzisz z nami!
Tu mi dobrze.
Czego się wstydzisz? Władek próbował mnie objąć.
Wzięłam wazon ze starej szafki i walnęłam go w głowę. Szkło się rozsypało. Wyrwałam się i wybiegłam z pokoju.
Łap ją! wykrzyknął Władek.
Ale już byłam przy drzwiach. Nie miałam czasu się ubrać wybiegłam w samych skarpetach, starych spodenkach i podkoszulku prosto w noc na śnieg.
Za mną wyskoczyli obaj mężczyźni. Ulica naszej wsi była pusta. Gdzie uciekać po ciemku i mrozie? Za plecami słyszałam krzyki. W pobliżu dużego domu zaszczekał pies. Ktoś krzyknął na psa.
Podbiegłam do bramy i zaczęłam walić w furtkę. Otworzył mi mężczyzna koło czterdziestki.
Proszę pomóc! wymamrotałam błagalnie.
Chodź! pociągnął mnie za rękę, zamknął za nami drzwi.
Maciek, kto to tam jest? wyszła kobieta na ganek.
Dziewczyna. Jacyś ludzie ją gonią, wyjaśnił.
Szybko do środka! kobieta złapała mnie za rękę. Opowiesz wszystko potem.
Ewa, wyjdź normalnie! nadszedł głos Władka z podwórka.
Maciek, zostaw ich! Wchodź! krzyknęła gospodyni.
Z dworu dochodziły krzyki, podwórkowy pies szczekał głośno.
Trzeba zadzwonić na policję, wyjęła telefon.
Pola, nie trzeba. Zaraz sam załatwię. Wyglądają na miejscowych.
Jak chcesz to rozwiązać?
Po ludzku. Uspokój dziewczynę.
Gospodarz wziął reklamówkę, wsadził do niej butelkę i kawałek kiełbasy z lodówki. Na dworze pogłaskał psa i razem wyszli przed dom. Do niego od razu podbiegł Władek.
Oddaj Ewę!
Weźcie i idźcie!
Władek zajrzał do reklamówki, uśmiech rozjaśnił jego twarz, pokiwał głową do Andrzeja. Spadamy!
***
Tak, nazywam się Pola Maciejewska, gospodyni nastawiła czajnik na herbatę. Siadaj, opowiadaj wszystko.
Jestem Ewa, zaczęłam, trzęsąc się z zimna. Mieszkam na tej ulicy, na samym końcu.
Jesteś córką Kiry?
Tak.
Niedawno się tu przeprowadziliśmy, ale już co nieco o twojej mamie słyszeliśmy.
Spuściłam głowę i popłakałam się.
Dobra, nie płacz! Pola podeszła, objęła mnie. Ten gest był dla mnie czymś zupełnie nowym. Objęłam ją mocniej, łzy płynęły falą.
Już, już, będzie dobrze. Zrobimy sobie herbatę.
Wszedł gospodarz:
Już załatwione.
A z tą piękną dziewczyną co poczniemy? Pola uśmiechnęła się.
Porozmawiamy jutro! Teraz kąpiel i kolacja.
Chciałabyś coś zjeść? Pola postawiła kubek herbaty przede mną, znów się uśmiechnęła. Widzę, że bardzo.
Na stole pojawiły się kanapki, reszta tortu.
Jedz, jedz! uśmiechnął się Maciek, obserwując mnie.
Więcej pytań mi nie zadawali. Nikt nie przyglądał się, widząc, że się wstydzę.
Po kolacji Pola odprowadziła mnie do łazienki.
Umyj się, załóż ten szlafrok!
***
Pragnęłam tylko jednego żeby dziś nie wyrzucono mnie na dwór. Jak dobrze leżeć w ciepłej wannie, gdy na zewnątrz taki mróz. Ale trzeba wyjść, czekają na mnie.
Wyszłam. Gospodarze siedzieli w pokoju na kanapie. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
Dziękuję!
Słuchaj, Ewo, zaczęła Pola. Nikt cię chyba specjalnie nie szuka. Nie masz ochoty wracać do domu.
Spuściłam głowę jeszcze niżej.
Jutro rano musimy wyjechać…
Rozumiem, powiedziałam cicho.
Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Nasz pies Basia nikogo nie wpuści. Jasne?
Tak! wykrzyknęłam bezwiednie.
Zrób nam kapuśniak, jeśli możesz, puścił do mnie oko Maciek. Umiesz?
Umiem, odparłam natychmiast, wciąż bojąc się, że mnie przepędzą. Potrafię dobrze gotować. Mogę też posprzątać.
Posprzątaj na dole, jeśli ci nie za ciężko, zgodziła się Pola.
***
Obudziłam się razem z gospodarzami. Leżałam cicho, bojąc się zaczepić. Z podwórka było słychać wyjeżdżający samochód. Po jakimś czasie cisza.
Wstałam. Umyłam się. W kuchni czekał czajnik z gorącą wodą, na stole chleb, kiełbasa, ser. Na blacie leżały wieprzowe żeberka.
Zjadłam śniadanie, posprzątałam po sobie. Wytarłam wszystko, umyłam podłogę.
W korytarzu zauważyłam odkurzacz. Włączyłam, zaczęłam sprzątać.
Gdy skończyłam…
Co to wszystko ma znaczyć? usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stał wysoki, przystojny chłopak, osiemnaście lat, w oczach żywe zainteresowanie.
Sprzątam, wymamrotałam. Kim jesteś?
No ładnie… pokręcił głową, wyjął telefon.
Mamo, jestem już w domu. Kim ona jest?
Synku, niech ta dziewczyna trochę u nas zamieszka.
No dobrze.
Schował komórkę do kieszeni, uważnie mi się przyjrzał, poszedł do kuchni.
Zrobić ci herbatę? zapytałam.
Poradzę sobie.
***
Zwinęłam odkurzacz. Zaczęłam wycierać kurz, nasłuchując każdego szelestu z kuchni.
Chłopak zjadł śniadanie, poszedł do łazienki, wyszedł ogolony, pachniał wodą po goleniu.
Hej, gospodarzu! Dawaj jeszcze jedną butelkę! dobiegł krzyk z podwórka.
Co się dzieje? podszedł do okna.
Nie otwieraj im! zawołałam z przerażeniem.
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, uśmiechnął się, pomaszerował do drzwi.
Podbiegłam do okna. Za płotem partner mamy z kolegą krzyczeli. Przestraszyłam się jeszcze bardziej.
Na podwórko wyszedł syn gospodarzy. Tamci rzucili się do niego i, jakby na komendę, obaj padli w śnieg. Chłopak się pochylił, coś powiedział, tamci wstali i wrócili w stronę domu mamy.
***
Chłopak wrócił. Zatrzymał się przy mnie.
Wystraszyłaś się?
Nie powstrzymałam się, przytuliłam się do jego piersi i rozpłakałam.
Jak masz na imię? zapytał nagle.
Ewa.
Ja jestem Tomek. Już, nie płacz. Więcej nie przyjdą.
***
Tomek poszedł do siebie na górę i nie pokazał się aż do wieczora. Zrobiłam kapuśniak. Usiadłam przy stole i pogrążyłam się w myślach.
Oczywiście chciałam zostać z tymi cudownymi ludźmi, ale rozumiałam, że już przekroczyłam granicę przyzwoitości.
Wrócili gospodarze. Pola pokręciła głową z uznaniem, patrząc na porządek. Maciek pochwalił kapuśniak.
Chyba wrócę do domu, powiedziałam zrezygnowana. Dziękuję za wszystko!
Ewo, zostań u nas jeszcze parę dni!
Dziękuję, Polu. Ale pójdę do domu.
Zrobiłam krok do drzwi i zastygłam. Od wczoraj chodziłam w pożyczonym szlafroku i cudzych kapciach.
Chodź! Pola złapała mnie za ramię i zaprowadziła do garderoby.
Otworzyła szafę, przeglądała rzeczy. Wyciągnęła dżinsy, sweter i ciepłą kurtkę.
Zakładaj! Jesteśmy prawie tego samego wzrostu.
Nie trzeba…
Nie pójdziesz przecież naga! Zakładaj! Ja niczego nie stracę.
Ubrałam się. Ukradkiem spojrzałam w lustro. Nigdy nie miałam takich pięknych ubrań.
W przedpokoju gospodyni kazała mi włożyć czapkę i zimowe buty.
Ewo, noś na zdrowie!
Dziękuję, Polu!
***
Życie wróciło do swojego rytmu. Niezupełnie do starego. Mama znalazła pracę w gospodarstwie. Jej partner razem z kolegą zniknął bez śladu.
Nadeszła wiosna. Pewnego dnia siedziałam nad lekcjami w domu, gdy zapukał ktoś do furtki. Spojrzałam przez okno i nie uwierzyłam własnym oczom za płotem stał Tomek. Skinął głową, żebym wyszła.
Nie wyszłam wybiegłam.
Cześć! uśmiechnął się Tomek.
Witaj!
Mama cię wołała.
***
Przekroczyłam próg tamtego domu, gdzie spędziłam taki szczęśliwy dzień.
Cześć, Ewo! przywitała mnie Pola i mocno przytuliła.
Witaj, Polu!
Chodź na herbatę!
Gospodyni posadziła mnie, nalała herbaty. Sama usiadła.
Mam do ciebie sprawę. Lecimy z mężem na miesiąc do Turcji, na jej twarzy pojawił się marzycielski uśmiech. Syn rzadko bywa w domu. Mogłabyś popilnować domu? Nakarmić Basię i kota, podlać kwiaty. Mam ich mnóstwo.
Oczywiście, Polu!
Doskonale, wyjęła banknoty. Tu masz dwa tysiące złotych.
Polu, po co?
Bierz! Na pewno się nie zbiedniejemy. Chodź, wszystko ci pokażę!
Starałam się zapamiętać, gdzie stoi każdy z licznych kwiatów, gdzie jest karma dla kota i mięso dla psa. Potem Pola zawołała:
Tomek! syn od razu wyszedł ze swojego pokoju. Poznaj Ewę z Basią.
Chodź! Tomek delikatnie położył mi dłoń na ramieniu.
Wyszliśmy na podwórko, odwiązaliśmy Basię, poszliśmy na spacer.
Całą drogę Tomek opowiadał o studiach na uniwersytecie, o karate, o rodzinnej firmie z ojcem.
A ja myślałam o czymś zupełnie innym. Zrozumiałam jasno, że między mną a Tomkiem jest taka przepaść, jaka była między moją mamą a rodzicami Tomka. Oni są dobrzy, uczynni, ale to nie bajka o Kopciuszku, tylko prawdziwe życie.
Za dwa miesiące zdaję egzaminy do kolegium, zdam na pewno. Będę się uczyć, pracować, starać i zostanę kimś. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, to dobry chłopak. Ale nie mój!
Jestem wdzięczna Poli za ubrania i te dwa tysiące złotych. Przynajmniej mam na pierwsze dni w mieście.
Instynktownie poczułam, że właśnie teraz, w tej chwili, skończyło się moje trudne dzieciństwo. Nadchodzi dorosłość niełatwa, wymagająca, gdzie wszystko będzie zależeć ode mnie.
Doszliśmy pod dom. Pogłaskałam Basię po szyi, uśmiechnęłam się do Tomka i wróciłam do siebie. Jutro zacznę pracę w tym domu. Tylko pracę i nic więcej.

