Pisze do was samotny mężczyzna, mający ponad 70 lat. Chcę podzielić się swoją historią, która może posłużyć innym za przykład i nauczkę jednocześnie.
Mieszkam w dużym mieście, ale wszyscy wokół są mi obcy. Moja starość jest smutna i ciężka. Patrzę w lustro i widzę, jak bardzo jestem zniszczony. Jestem całkowicie siwy i zgarbiony, sam siebie nie rozpoznaję.
Byłem żygolakiem, kochałem kobiety i hulanki. Często powtarzałem, że żyje się tylko raz, a jeśli przegapi się chwilę, to potem będzie się żałować. Prawda jest taka, że straciłem swoją żonę Krystinę, która była bardzo dobrym człowiekiem, skoro wytrzymała ze mną całe 15 lat. Teraz zdaję sobie sprawę, że nie było jej łatwo – co drugi wieczór nie wracałem do domu, a o moich wyczynach z innymi kobietami krążyły legendy. Nie musiała tego nwet słyszeć od ludzi bo zdarzało się, że wracałem do domu pijany z nieznajomą kobietą.
Kiedy moja żona ostrzegła mnie, że jeśli nie przestanę szlajać się po przygody i zatruwać jej życia, to odejdzie, ale nie uwierzyłem jej – przecież do tej pory tego nie zrobiła, więc dlaczego coś miałoby się zmienić. W ogóle miałem się za
czarodzieja”, który potrafił zaczarować każdą kobietę – wszystkie moje kochanki zgodnie twierdziły, że chciałyby zostać ze mną już na zawsze.
Moja Krystyna jednak okazała się być kobietą z honorem i godnością. Po latach znoszenia moich zdrad ze względu na dzieci, w końcu zabrała je i wyjechała na drugi koniec Polski. Po rozwodzie nie widziałem ani jej, ani ich. Kiedy byłem młodszy wydawało mi się, że sam sobie poradzę i nikogo nie potrzebuję. Nie wysyłałem regularnie alimentów, ale oni nigdy nie dzwonili, żeby je ode mnie wyciągnąć. Tylko raz postanowiłem ich zaskoczyć prezentami na Boże Narodzenie i… dostałem je z powrotem.
A teraz, kiedy rozpaczliwie potrzebuję moich dzieci, nie mam odwagi, żeby do nich zadzwonić i poprosić o bliskość. Kto wie, może mam już wnuki, ale umrę, nie znając ich. I ponieważ wolałem przyjemności i nie trzymałem się długo jednej pracy, teraz dostaję minimalną emeryturę, która starcza mi tylko na leki, które biorę. Zdarza się, że zasypiam głodny, a ciepłego posiłku nie jadłem od dawna.
Niedawno spotkałem byłego kolegę, który poklepał mnie po ramieniu i powiedział: „Michale, jak żyłeś, tak teraz masz…”. Miał rację – byłem dumnym donżuanem, stałem się smutnym kloszardem. I nie, nie chcę, żeby ktoś mnie żałował – sam jestem sobie winien.
Kiedy inni dbali o swoje rodziny, ja hulałem w towarzystwie pań lekkich obyczajów i fałszywych przyjaciół. Kiedy inni budowali domy, ja trwoniłem ostatni grosz z pensji, aby sprawić przyjemność moim kochankom.
Niestety, za wszystko się płaci na tym świecie! Niech to wiedzą Ci, którzy są jeszcze młodzi i mogą już teraz zadbać o swoją starość.



