Wnuczka. Ola od urodzenia była niechciana przez swoją matkę, Joannę. Traktowała ją jak niepotrzebny…

Wnuczka

Od samego początku Malwinka nie była potrzebna swojej matce, Renacie. Ta traktowała córkę jak mebel w mieszkaniu była, ale równie dobrze mogłoby jej nie być. Renata często kłóciła się z ojcem Malwiny, a gdy ten odszedł do żony, zupełnie straciła nad sobą panowanie.

Odszedł, tak? Czyli nawet nie planował porzucić tej swojej pospolitej sprzątaczki! Ile mi nerwów napsuł! Kłamał mi! wrzeszczała w słuchawkę a teraz zostawił mnie z tym swoim bachorem? Wyrzucę ją przez okno albo zostawię na dworcu z bezdomnymi!

Malwinka zatkała sobie uszy i cicho zapłakała. Tę niechęć matki chłonęła z każdym dniem jak gąbka.

Mam gdzieś, co zrobisz ze swoją córką. Zresztą, czy ona na pewno jest moja? Żegnaj! rzucił w słuchawce Tomasz, ojciec dziewczynki.

Renata, jakby oszalała, wrzuciła ubranka Malwinki do torby, dorzuciła dokumenty i łapiąc pięcioletnią córkę pod pachę, zaciągnęła ją do taksówki.

Ja im jeszcze pokażę! Pokażę wam wszystkim! powtarzała sobie w myślach. Wyniosłym tonem podała taksówkarzowi adres podkrakowskiej wsi, gdzie mieszkała matka Tomasza, pani Zofia.

Taksówkarz od razu poczuł niechęć do niegrzecznej, gburowatej młodej kobiety, która odburkiwała przestraszonej dziewczynce na każde pytanie.

Mamo, muszę do toalety Malwinka wsunęła głowę w ramiona, nie spodziewając się niczego dobrego.

I rzeczywiście Renata ryknęła na córkę tak, że taksówkarz aż zaciągnął rękoma na kierownicy z irytacji. Sam miał wnuczkę w podobnym wieku i jego synowa była dla niej całą miłością nigdy nie podniosła na nią głosu.

Wytrzymasz! Pójdziesz u swojej babci, inteligentka jedna!

Renata odwróciła się od Malwinki i zapatrzyła w okno, a jej nozdrza poruszały się od złości.

Spokojnie, kobieto. Bo wysadzę ciebie tutaj, a dziewczynkę zawiozę do opieki społecznej.

Co? Lepiej się nie odzywaj! Jeszcze cie oskarżę, że podejrzanie patrzyłeś na moją córkę! Myślisz, komu uwierzą tobie, jakiemuś taksiarzowi, czy przestraszonej matce? To moja córka i wychowuję ją, jak chcę. Więc zamknij się i prowadź!

Mężczyzna zacisnął zęby. Z taką kobietą lepiej nie zaczynać, szkoda tylko dziecka.

Po półtorej godzinie dotarli na miejsce. Renata wysiadła, potrząsnęła torbą, wzięła Malwinkę za rękę i szybkim krokiem ruszyła przez ogród, kopiąc furtkę nogą.

Proszę bardzo! Wasza gwiazda, zróbcie z nią, co chcecie. Tomasz dał zgodę, a ja jej nie potrzebuję! szczeknęła swoim ochrypłym głosem i odwróciła się na pięcie.

Pani Zofia patrzyła zdezorientowana. Malwinka zaczęła głośno płakać.

Mamo! Mamusiu, nie odchodź! łkała, rozmazując łzy brudnymi pięściami po twarzy.

Dziewczynka wyrwała się i pobiegła za matką aż na ulicę.

Spadaj ode mnie! Idź do tej swojej babki. Teraz z nią będziesz mieszkać! krzyczała Renata, próbując zrzucić ze swojej spódnicy rączki córki.

Z okien dobiegały ciekawskie spojrzenia sąsiadów. Pani Zofia, trzymając się za serce, jak mogła, dogoniła płaczącą wnuczkę.

Chodź, moje dziecko. Chodź. Moja kruszynko ukochana łzy lały się po jej pooranej zmarszczkami twarzy. Przecież nic o niej nie wiedziała! Tomasz nie uznał za stosowne nawet wspomnieć o nieślubnej córce.

Nie zrobię ci krzywdy, kochanie. Upiekę ci racuszki. Mam też śmietankę cicho mówiła, wprowadzając wnuczkę do środka.

Przed furtką pani Zofia zobaczyła, jak Renata złapała stopa i odjechała. Od tej chwili zaginął po niej ślad.

Pani Zofia przyjęła Malwinkę z radością uznała ją za dar od Boga. Nigdy nie miała wątpliwości, że dziewczynka jest jej. Przecież tak podobna do małego Tomka! Syn odwiedzał ją teraz tak rzadko, że za chwilę nie pamiętałaby, jak wygląda.

Wychowam cię, Malwinko. Choćbym miała resztkami sił, postawię cię na nogi.

I wychowała ją: z czułością i troską, prowadziła do pierwszej klasy, czas płynął niepostrzeżenie.

Oto już Malwina w jedenastej klasie, szykuje się do matury. Wyrosła na piękną, dobrą i wrażliwą dziewczynę, mądrą i oczytaną. Marzyła o studiach medycznych, choć na razie planowała technikum medyczne.

Szkoda, że tata nie chce mnie uznać wzdychała, obejmując babcię. Wieczorami siadywały razem na tarasie i patrzyły na zachodzące słońce.

Pani Zofia głaskała wnuczkę po włosach.

Co mogła odpowiedzieć? Jej syn Tomasz stanowczo odmówił udziału w wychowywaniu córki. Odnowił relacje ze swoją żoną i skupiał się na synu. Malwiny nie lubił, gardził nią i przy każdym przyjeździe nie szczędził złośliwych uwag.

To ty jesteś nieudacznik! nie wytrzymała kiedyś pani Zofia tylko na dzień mojej emerytury wpadasz i żebrzysz o pieniądze. Sam pracujesz i twoja żona też. A z matki wyciągasz ostatnie grosze. Wynoś się, Tomasz! Nie musisz już przyjeżdżać. Lepiej wcale niż tak!

No proszę, jak matka zaczęła mówić! Dobrze! Jak będziesz umierać, nawet na pogrzeb nie przyjadę! warknął Tomasz i wsiadł z synem do samochodu, odjeżdżając z pogardliwym spojrzeniem na Malwinę. I rzeczywiście, więcej się nie pojawił.

Bóg mu osądzi, Malwinko pocieszała Zofia. Chodź, napijemy się herbatki i idziemy spać. Jutro przecież odbierasz świadectwo!

Lato minęło przy warzywniaku i nadszedł czas, by odwieźć Malwinkę do miasta na naukę.

Muszę poprosić sąsiada Stefana, żeby nas zawiózł z bagażami do akademika spieszyła się Zofia, bo ostatnio coraz gorzej się czuła. Wiedziała, że trzeba uporządkować sprawy, póki jest czas.

Pod akademikiem długo się żegnały.

Ucz się, to najważniejsze, bo potem tylko na siebie możesz liczyć. Ja już jestem stara, nie wiadomo ile jeszcze pożyję…

Malwina przełykała łzy.

Nie mów tak! Dla mnie jesteś w sile wieku, babciu!

Pani Zofia uśmiechnęła się promiennie i wsiadła do samochodu sąsiada, prosząc go, by zawiózł ją jeszcze do notariusza. Odetchnęła z ulgą, gdy wszystko załatwiła i wróciła do swojego domku na wsi.

Malwina co weekend odwiedzała babcię, zamartwiając się o jej zdrowie, pilnie się uczyła i marzyła, by po zdanym dyplomie dostać się na studia lekarskie i przedłużyć babci życie choćby o rok więcej.

Z czasem dziewczyna zaczęła przyjeżdżać coraz rzadziej zakochała się w studencie z roku, Piotrku. Był bystry, uczynny i także zrobił plany na studia.

Pani Zofia cieszyła się szczęściem wnuczki. Po skończonym liceum i zdanym technikum młodzi pobrali się, mając ledwie po dwadzieścia lat.

Na skromnym weselu w małej restauracyjce z rodziny panny młodej była tylko babcia Zofia.

Jesteś dla mnie nie tylko ukochaną babcią, ale i mamą, i tatą w jednej osobie. Wszystkie te lata dawałaś mi ciepło, serce i opiekę. Wychowałaś mnie, karmiłaś i ubierałaś. Dałaś mi dom. Prawdziwy dom, do którego zawsze chciałam wracać. Kocham cię, babciu. Dziękuję za wszystko!

Malwina uklękła i przytuliła się do babci. Całym sercem była jej wdzięczna.

Goście nie kryli łez poruszenia.

Wstań, Malwinko, nie wypada szepnęła zawstydzona Zofia. Serce jej rozpierała duma.

Co tu niewygodnego! zawołał Piotrek. Babciu Zosiu, teraz jesteś najważniejszym członkiem naszej rodziny! Witamy! objął szerokim gestem całe swoje licznie zebrane rodzinne towarzystwo.

Cały wieczór płynęły toasty za szczęście młodych i zdrowie babci Zofii.

Niedługo potem pani Zofia poczuła się znacznie gorzej, jakby już wypełniła swoje życiowe zadanie.

Malwina z Piotrem opiekowali się nią na zmianę, jeżdżąc pomiędzy miastem a wsią. Łączyli naukę z troską o babcię.

Pewnego dnia Zofia mocno ścisnęła wnuczkę za rękę:

Jak już mnie zabraknie, przyjedzie Tomasz z rodziną. Ale ty się nie daj. Dom jest twój kilka lat temu spisałam darowiznę u notariusza. Wszystko zgodnie z prawem.

Babciu…

Nie mów nic. Prawdziwych rodziców nie miałaś, tylko mnie jedną. Chcę odejść spokojnie, wiedząc, że masz własny dom. Sprzedacie go potem z Piotrkiem i kupicie mieszkanie w Krakowie.

Malwina tylko płakała, nie potrafiąc wydusić słowa.

Po tej rozmowie, przy dobrej opiece, babcia Zofia żyła jeszcze półtora roku i zmarła cicho, we śnie.

Jak przewidziała, po czterdziestu dniach zjawił się Tomasz z żoną i synem.

Wynocha z domu! powiedział bez ogródek ojciec. Dopóki matka żyła, mogłaś tu siedzieć. Teraz się wynoś.

Malwina aż zamarła na widok jego pogardliwego spojrzenia, żony, której nie znała, i brata, który z kpiącą miną rozglądał się po domu babci. W myślach układał już, na co sprzeda dom.

Właśnie wrócił Piotrek ze sklepu i zobaczył tę scenę.

To kto to jest? Już facetów sprowadzasz? wrzasnął Tomasz.

Piotr spokojnie postawił siatkę na stole.

Jestem jej mężem. A pan kto? Chyba się nie znamy?

Tomasz poczerwieniał z wściekłości.

Wypad oboje! ryknął, wskazując drzwi.

Najpierw: proszę o uprzejmy ton. Po drugie: Malwina jest prawowitą właścicielką. Pokazać darowiznę? Piotr z uśmiechem patrzył na teścia.

Da… darowiznę? Tomasz aż się zająknął.

Tomaszu! Ta żmija namówiła twoją matkę! Musimy to zaskarżyć! krzyczała żona.

Nie odpuszczę! Udowodnię, że nie jesteś moją córką! wrzeszczał Tomasz, zaciskając pięści.

Bierz szczotę, dziewucho. Nie damy ci tu spokojnie mieszkać groził brat.

W końcu zostali sami. Malwina usiadła na podłodze i rozpłakała się. Za co ją tak traktują? Przecież ojciec nigdy nawet cukierka jej nie przyniósł. A teraz chce ją wyrzucić z domu.

Czy oni naprawdę mają tak źle, czy po prostu są chciwi? To wszystko, co mam po babci! płakała Malwina.

Piotr zdecydowanie podniósł żonę.

Jutro dam ogłoszenie o sprzedaży domu. Inaczej nie dadzą ci spokoju. Zresztą babcia zawsze mówiła, żebyśmy potem kupili mieszkanie w mieście.

Tak… Tylko żal, bo tu spędziłam całe dzieciństwo.

Dom sprzedali szybko rodzinie, która marzyła o posiadłości pod lasem. Ogród pełen drzew owocowych, dojazd do wsi daleki, a w głębi działki romantyczna altanka opleciona winoroślą. Masywny, ceglany dom bardzo przypadł nowym właścicielom do gustu.

Malwina i Piotr kupili niewielkie, ale przytulne mieszkanie w centrum Krakowa. Wkrótce spodziewali się dziecka i cieszyli się na to nowe życie. Ich dziecko było wyczekane i kochane.

Kiedy Malwina kładła się spać, myślami dziękowała babci: Dziękuję ci, kochana, dałaś mi nie tylko dom, ale i siłę, by wybudować własne życie od nowa.

Bo rodzina, która kocha i wspiera, bywa cenniejsza niż ta z krwi. Prawdziwy dom nosimy w sobie i dajemy go tym, których pokochamy i którzy nas pokochają.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + 3 =

Wnuczka. Ola od urodzenia była niechciana przez swoją matkę, Joannę. Traktowała ją jak niepotrzebny…