Witam! Dzwonię w sprawie ogłoszenia o pokój!

– Dzień dobry! Dzwonię w sprawie ogłoszenia dotyczącego pokoju!

Na progu mieszkania, w którym mieszkała pani Hanna Wiśniewska, stała zupełnie niepozorna dziewczyna: wytarte dżinsy, sprana koszulka, na nogach mocno znoszone trampki, a w rękach niewielka walizka. Jasne, falujące włosy miała związane w prosty kucyk. Na twarzy brakowało nawet grama makijażu. Jedyną rzeczą, która przyciągała uwagę, były jej oczy. Wielkie, niebieskie i przejrzyste…

Pani Hanna uważnie przyjrzała się dziewczynie i skinęła głową: „Wchodź!”
– Więc tak, moja droga, prądu pod nieobecność nie używać, wody nie marnować, oszczędniej, zrozumiałe? I żeby było czysto! Żadnych gości! Masz pytania?
Młoda osoba uśmiechnęła się i kiwnęła głową: „Tak, dobrze!”

– Ułatwiająca współpracę – pomyślała Hanna – Wielka rzadkość w dzisiejszych czasach… Od razu widać, że z jakiejś wioski.
W dalszej rozmowie okazało się, że dziewczyna nazywa się Zosia i rzeczywiście przyjechała ze wsi, gdzie jej rodzina prowadzi własne gospodarstwo, a sama przyjechała studiować weterynarię.
– No proszę, świnie będziesz leczyć! – podsumowała pani Hanna.
Zosia jednakże nie poczuła się urażona, tylko uśmiechnęła się: – I świnie, i krowy, i konie, a także koty i psy – wszystkie zwierzaki! Przecież one też chorują.
– No tak, no tak! Tutaj ludzi nie ma kto leczyć, ale zwierzaki proszę bardzo! – oburzyła się kobieta.

***
W ogólnym rozrachunku lokatorka robiła na panią Hannę przyjemne wrażenie: skromna, nieśmiała, cicha, posłuszna, dbała o porządek w mieszkaniu, gotowała sobie posiłki, a czasem częstowała też gospodynię.
Szczególnie udawały się Zosi naleśniki: apetyczne, cienkie jak bibuła, dziurkowane i rumiane. Ręka Hanny sama sięgała po takie pyszności! Te naleśniki były prawdziwym cudem kulinarnym: niemal rozpływały się w ustach, zanim jeszcze zdążyły trafić do żołądka.
Pani Hanna i Zosia można powiedzieć, że się przyjaźniły i wieczory spędzały przy filiżance herbaty.

Wszystko pewnie potoczyłoby się dobrze, Zosia spokojnie ukończyłaby studia, mieszkając u pani Hanny, ale po półrocznej pracy za granicą wrócił jej syn – Michał. Przystojny młody mężczyzna, w którym matka widziała ojca.
Hanna lubiła czasem nazywać swojego ukochanego syna Michałkiem, o czym młody człowiek myślał z niesmakiem, ale znosił: „To przecież mama”.

Wychowywała go sama i na tej podstawie uważała go za swoją własność.
Dlatego fakt, że jej Michał rozmawia przyjaźnie z lokatorką w kuchni i z apetytem zajada jej naleśniki, wprawił Hannę w stan szoku. I to jeszcze od rzeczy, których nie chciała przyjąć do wiadomości! Ten „nicpoń” do tego wszystkiego jeszcze pożera wzrokiem tę „wieśniaczkę”. Hanna od tego odkrycia aż posiwiała.
– Mój syn nie ma w ogóle gustu! – przeszło jej przez myśl z przerażeniem.

***
Od tego momentu Hanna zaczęła bać się swojej lokatorki: teraz i podłogi myła nie tak, i mówiła nie tak, a nawet naleśniki wydały się już nie takie smaczne. Najbardziej przerażało ją jednak spojrzenie pełne miłości, które jej syn, jej kochane jedyne dziecko, posyłał tej „bladyj chabie”, „wieśniaczce z obory”…
– Na mnie, swoją matkę, jedyną bliską osobę, nigdy tak nie patrzył! – myślała wściekła, dławiąc się łzami w poduszkę nocami.
– Zmiję, zmiję na swojej piersi zagrzałam! – płakała w słuchawkę, dzieląc się swoim nieszczęściem z przyjaciółką, także starszą samotną panią, Romą Kowalską.
– Myślałam, że na tę bladą chabę Michał nawet nie spojrzy! Dlatego ją wpuściłam do domu! A ona oczka podkreśliła, włosy rozpuściła i naleśnikami go przyciągnęła!
Roma wysłuchała przyjaciółki, westchnęła i wyraziła swoje zdanie:
– Uważaj, Hanno, żeby ci go nie odbiła! Słowa te dolały oliwy do ognia nienawiści i niezrozumienia, doprowadzając Hannę niemal do zapaści sercowej.

Nie żeby Hanna wierzyła w te rzeczy jak uroki i odczarowania… wszystko to uważała za „mrok i dzikość”, ale sama myśl o tym, że obca kobieta zdobyła uwagę jej syna, doprowadzała ją do szaleństwa.
Całe dnie teraz rozmyślała, co by tu zrobić i jak odwiódł syna od tej „wieśniaczki”. Ale oczywiście nie zamierzała zachowywać się jak chamka i wyrzucać dziewczyny za drzwi. Przynajmniej jeszcze wtedy. Bo wtedy syn mógłby ją opuścić.
– Nieee! Trzeba działać sprytniej, trzeba w jakiś sposób pokazać tę dziewczynę w złym świetle, żeby syn od niej się odwrócił.

***
Pani Hanna kilka dni z rzędu rozmyślała, jakby tu odwiódł syna od lokatorki.
Ta zaś chodziła jakby nigdy nic, piekła naleśniki, gotowała zupy i udawała, że nie zauważa utrzymującego się wzroku Hanny. Tylko raz zapytała:
– Pani Hanno, nie jest Pani przypadkiem chora? Wygląda Pani jakoś blado i smutno… I nic Pani nie je…
– Wszystko w porządku! – mruknęła Hanna pod nosem, znikając w swoim pokoju, aby obmyślić dalszy plan zniszczenia „łobuziary”. W głowie przeszło jej mnóstwo myśli… Nawet myśl, żeby zatruć bezczelną. Ale natychmiast żegnała się: – Przepraszam, Boże! Co za grzech przyszedł mi do głowy.

Podczas gdy Hanna Wiśniewska snuła swe plany, Michał pewnego dnia przyszedł do domu z pierścionkiem i kwiatami i oświadczył się Zosi! Od tego Hanna całkowicie straciła kontrolę nad sobą i, jak się mówi, puściły jej wszelkie hamulce.

– Nawet matki nie uszanował, drań! – znowu płakała całą noc w poduszkę ze wściekłości – Nie liczy się z moją opinią! Kocha tylko tę dziewczynę!
Hanna wytarła łzy złością i spojrzała przez okno… odwróciła się, a jej wzrok padł na stoliczek nocny. Leżały tam jej kolczyki z szmaragdami. Stare, cenne kolczyki. Otrzymała je w spadku od swojej matki, a ta od swojej… Przypomniała sobie, z jakim zachwytem Zosia zawsze patrzyła na te kolczyki i chwaliła ich piękno.
– No ja ci pokażę! – syknęła złowrogo Hanna, zdecydowanie chwyciła kolczyki, zawinęła je w chusteczkę i wsunęła do swojej torebki. Prawdę mówiąc, wtedy w ogóle źle zdawała sobie sprawę z tego, co robi i jak będzie działać dalej.

***
Rano Hanna obudziła się w dobrym humorze, dzisiaj zamierzała pozbyć się tej wieśniaczki na zawsze.
Wyszła na śniadanie, sztucznie się uśmiechając… i smarując chleb masłem, zwróciła się do syna: – Michał, przypadkiem nie zabrałeś moich kolczyków z szmaragdami? Nigdzie ich nie mogę znaleźć…
– Mamo, po co mi one? Czy jestem jakąś panną na wydaniu? – zdziwił się Michał.
Wtedy Hanna Wiśniewska z uśmieszkiem zwróciła się do Zosi: – A ty nie widziałaś moich kolczyków?
Zosia zarumieniła się mocno, już sama myśl o tym, że mogłaby być oskarżona o kradzież, sprawiła, że gubiła się, unikała wzroku i płakała.
– Ja nic nie wzięłam! – powiedziała cicho, dławiąc się łzami.
– A nie mówiłam?! To ona! Przywłaszczyła sobie moje kolczyki i wysłała je biednym krewnym na wieś…

– Ale moi krewni w ogóle nie są biedni – zaprzeczyła dziewczyna – I nigdy nie braliśmy cudzych rzeczy! Dlaczego Pani tak mówi?
– To ty tak mówisz! Natychmiast oddaj mi moje kolczyki i wynoś się stąd.
– Nie mam niczego Waszego… Możecie nawet wezwać policję!
– Ale co z tego, wszystko pewnie już u twojej rodziny!
Hanna całkowicie straciła kontrolę nad sobą i, wpadając w przepaść, spadała coraz niżej, nie mogąc powstrzymać potoku podłych słów w kierunku dziewczyny.
– Mamo, co ty gadasz?! Zosia nie mogłaby tego zrobić! Pewnie zapomniałaś i sama je gdzieś położyłaś.
Wszyscy razem przeszukiwali mieszkanie, dopóki Michał przypadkiem nie zahaczył o torbę mamy, a z niej nie wypadła chusteczka z kolczykami.

Mężczyzna zamarł z odkryciem w dłoni.
– Jak mogłaś, mamo? – rzekł, patrząc na matkę oczami pełnymi rozczarowania.
– Ja się po prostu pomyliłam, synku, zrozum, zapomniałam! – próbowała kłamać Hanna Wiśniewska.
– Mamo, widziałem wszystko! Byłaś okropna! Wyprowadzamy się z Zosią do wynajętego mieszkania – zadeklarował Michał.
– Poczekaj, jeszcze ci na tej dziewczynie się gorzko przejdziesz! – krzyknęła przez łzy Hanna Wiśniewska.
Michał bez słowa wyszedł z pokoju, wziął Zosię za rękę i wyprowadził ją z domu Hanny Wiśniewskiej.
Wynajęli mieszkanie, pobrali się i byli ze sobą szczęśliwi. Pewnego dnia Michał otrzymał telefon od Romy Kowalskiej.

– Michał, mama jest w szpitalu! Miała zawał. Płacze, chce cię zobaczyć…
Zosia, dowiedziawszy się o złym stanie zdrowia teściowej, od razu zaczęła się zbierać, zrobiła jej parowe kotleciki, ugotowała rosół z pierożkami i po drodze kupiła owoce…
Michał nie poszedł do matki, tłumacząc się zajętością.
***
Gdy Zosia stanęła w progu jej sali, Hanna Wiśniewska zapłakała. Tak bardzo liczyła, że to syn przyjdzie, a przyszedła ta znienawidzona dziewczyna, która zrujnowała jej życie, odebrała najważniejszą osobę.
– No, co tam z mamą, że rozchorowała się Pani tak? Oto, proszę zjeść, to rosół, pierogi… – mówiła Zosia. – Chce Pani, żebym nakarmiła Panią łyżką, póki gorące.
– A Michał, dlaczego nie przyszedł? – spytała cicho z rozczarowaniem Hanna.
– A Michał bardzo zajęty jest w pracy…

Hanna Wiśniewska zrozumiała i pokiwała głową, płacząc…
– Przepraszam cię, Zosiu, tak bardzo cię zawiodłam… Wróćcie do domu, bardzo mi was brakuje…
– Ależ co Pani mówi, mamo, nic nie jest Pani winna, po prostu się Pani pomyliła, zapomniała i zdenerwowała! Wszystko będzie dobrze.
Gdy Zosia odeszła, sąsiadka z pokoju powiedziała do Hanny Wiśniewskiej: – Masz dobrą córkę! Piękną, dobrą, troskliwą!
Hanna uśmiechnęła się – Tak, dobra!
Gdy Hanna Wyśniewska wyszła ze szpitala, odebrał ją wraz z Kacprem Michał z Zosią. Zamieszkali razem z Hanną w jej mieszkaniu, aż Zosia skończyła studia. Potem wszyscy razem przeprowadzili się na gospodarstwo, do rodziców Zosi. Dom tam ogromny, jest dużo miejsca… i dodatkowe ręce do pracy się przydadzą.
Hannie Wiśniewskiej tak bardzo przypadło do gustu życie na farmie, że zaczęła odmawiać powrotu do miasta. Zwłaszcza że młodym urodził się chłopiec, Aleksander, w którym wszyscy byli zakochani. Podczas gdy rodzice Zosi zajmowali się gospodarstwem, Zosia zajmowała się leczeniem zwierząt, a Michał prowadził sklep z produktami rolnymi, Hanna Wiśniewska poświęcała całą swoją uwagę małemu Aleksandrowi.

Często można było usłyszeć od niej takie słowa:
– Bóg zesłał mi taką lokatorkę!
No ale jak to w życiu bywa!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 7 =

Witam! Dzwonię w sprawie ogłoszenia o pokój!