Wiedziałam, że bratowa jest chciwa, ale nie sądziłam, że aż tak! Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek moja noga u nich postanie

Wiedziałam, że bratowa jest chciwa, ale nie sądziłam, że aż tak! Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek moja noga u nich postanie

Byłam na wsi w sobotę i wróciłam bardzo zdenerwowana. Obiecałam sobie, że więcej już tam nie pojadę, nawet do matki. Jednak już w niedzielę z samego rano przyjechał do mnie mój brat z koszykiem ziemniaków i zaczął mnie przepraszać.

Mam 48 lat i już od wielu lat mieszkam w mieście. Najpierw tutaj studiowałam, a potem poznałam męża i zdecydowaliśmy, że tutaj będziemy budować nasze wspólne życie. Po ślubie kupiliśmy mieszkanie i urządziliśmy je tak, aby czuć się w nim jak najbardziej komfortowo.

Mój starszy brat został na wsi i mieszkał w domu z naszymi rodzicami. Później wprowadziła się tam jego żona Anna. Od początku Anna chciała pokazać, że jest dobrą gospodynią i czuła się jak u siebie. Nie miałam jednak nic przeciwko temu, a nawet cieszyłam się, że mój brat ma taką gospodarną żonę, która będzie o niego dbać. Poza tym i rodzice na tym skorzystali, bo mieli pomoc na wyciągnięcie ręki.

Jednak jest jedna rzecz, która sprawia, że Anna nie czuje się w pełni swobodnie i jakby była jedyną gospodynią. Otóż problematyczne jest dla niej to, że dom jest ciągle własnością moich rodziców. Bratowa ciągle podkreśla, że ​​już teraz na papierze powinnam zrzec się roszczeń do tego domu, żeby po śmierci rodziców nie było problemu z podziałem majątku. Powtarza, że wszystko należy się mojemu bratu, bo to oni dbają o rodziców i inwestują pieniądze w ich dom.

Już dawno powiedziałam rodzicom, że nie będę ubiegać się o spadek bo widzę, że należy się bratu. Namawiałam ich nawet, żeby przepisali cały majątek na brata już teraz, ale oni uparcie powtarzają, że dopóki żyją, to niczego nie będą przepisywać, chcą być właścicielami domu, a dopiero po ich śmierci majątek w pełni przejdzie na brata i bratową.

Córka i wnuczka nigdy nie miały dla mnie czasu, więc odwdzięczyłem się im tym samym

Bratowa z jakiegoś powodu jednak mi nie ufa i ciągle wszczyna kłótnie dotyczące spadku. Tym razem nawet szkoda jej było dać nam trochę ziemniaków. Przyjechałam na wieś, a oni pochwalili się, że posadzili nową odmianę ziemniaków. Byłam bardzo ciekawa, jak smakują, więc chciałam kilka wykopać. Kiedy szłam po reklamówkę i motykę, bratowa jeszcze milczała, ale kiedy zaczęłam kopać, zaczęła krzyczeć, żebym trzymała łapy przy sobie, bo sama jeszcze nie próbowała, a to jej ziemniaki i ona ma pierwszeństwo.

Było mi tak przykro, że nie da się tego opisać słowami. Żal jej nawet tych kilku ziemniaków! Pazerna baba! Urażona rzuciłam motyką i wróciłam obrażona do domu. Obiecałam też sobie, że już nigdy do nich nie przyjadę.

W niedzielę z samego rana pod moimi drzwiami stał już jednak brat z całym koszykiem ziemniaków. Przepraszał mnie i prosił, żebym się nie obrażała, tłumaczył też, że jego żona po prostu już taka jest, że jest trochę skąpa. Wpuściłam go z tym koszem i usiedliśmy, żeby napić się kawy.

Potem nawet pomógł mi obrać kilka tych ziemniaków, żebym mogła ugotować i je spróbować. Wyszedł ode mnie dopiero wieczorem i błagał, abym nie obrażała się na jego żonę i koniecznie przyjechała do nich na wieś, bo mama zawsze na mnie czeka.

Już sama nie wiem, co robić. Nie umiem się już dogadać z takimi ludźmi jak moja bratowa. Co mogę zrobić, żeby w końcu w naszej rodzinie nastał spokój?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + 9 =

Wiedziałam, że bratowa jest chciwa, ale nie sądziłam, że aż tak! Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek moja noga u nich postanie