To było trudne, bardzo trudne. Mój syn porzucił mnie sześć miesięcy temu. To było nieoczekiwane. Nie jest żonaty, ma 29 lat, nie ma ojca. Mój syn wyjechał do innego miasta poszukać dobrej pracy. W końcu ją znalazł. Dzwonił do mnie codziennie, aby poprosić o radę w sprawie zaaklimatyzowania się w nowym miejscu, opowiadał mi, jak minął mu dzień, że nie wszystko mu się podobało w firmie i że praca nie była łatwa.
Wieczorem rozmawialiśmy o paczce, którą wysłałam mu na urodziny, a rano zadzwonił bardzo wcześnie zirytowany, zdenerwowany, oburzony, że otrzymał niewłaściwy prezent. Był zły, niegrzeczny i powiedział: „Nie dzwoń do mnie więcej, zapomnij o mnie”.
Nic nie rozumiałam – byłam w szoku. Powiedziałam mu surowo, że czas dorosnąć, trzeźwo oceniać sytuacje i brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. A teraz mija już pół roku męczarni, nie słyszę głosu syna, źle śpię, nie mogę zaznać spokoju.
Ciągle mi się śni, budzę się ponieważ śni mi się, że mnie woła. Próbowałam z nim porozmawiać (nie odbiera telefonu komórkowego), dowiedzieć się, co się stało, ale oprócz obrażania mnie (co nie jest typowe dla mojego syna), powiedział, że jeśli zadzwonię lub napiszę, zmieni numer, pocztę lub wyjedzie z kraju
Nie odbiera telefonów ani wiadomości tekstowych, a od czasu do czasu wysyła tylko „w porządku” e-mailem. Moja dusza jest rozdarta z powodu niewiedzy, co się stało, gdzie on jest, czy żyje i czy ma się dobrze. Napisałam, że przyjdę z nim porozmawiać, że to nie może zostać tak nierozwiązane i muszę dowiedzieć się, co się stało, ale on zareagował irytacją i groźbami.
Nie ma nikogo oprócz mnie i starszego brata. Nie zadzwonił do mnie, nie odpowiadał też swojemu bratu. Napisałam, że martwię się o jego życie, nie próbuję nim manipulować i że jeśli go zobaczę, odejdę spokojnie.
Odpisał bardzo chamsko i okrutnie, jak obcy człowiek, mówiąc, że moje listy go denerwują, psują mu życie, jest zmęczony moimi łzami, nie interesują go moje uczucia, nie zależy mu na nas (chociaż nie narzekam, zwykle piszę o naszym życiu w domu lub wysyłam zdjęcia). Ogólnie to w ogóle nie przypomina mojego dawnego syna. W głębi serca jestem pewna, że to nie mój syn pisze.
To trudne, ale boję się zrobić kolejny krok, żeby nie stracić z nim całkowicie kontaktu: jeśli pójdę na policję, będą się śmiać, kpić i nic nie zrobią. Próbowałam zadzwonić do właściciela jego mieszkania, ale nie mogłam się dodzwonić, nie podnosił słuchawki. Próbowałam znaleźć kogoś w mediach społecznościowych, kogoś znajomego, aby go zapytać o tę sytuację, ale nikt nie odpowiadał. Nie ma nikogo, kto mógłby pomóc.
Muszę sama tam pojechać i poszukać go na miejscu, ale jeśli naprawdę zrobi to, czym groził, mogę go całkowicie stracić. Ale pytanie brzmi, czy mam coś jeszcze do stracenia i czy mam kogo stracić?
Uwierzcie mi, to przerażające, gdy budzisz się na wołanie syna „Mamo!” i odpowiadasz: „Tak, synku!”, wstajesz i okazuje się, że jest noc i nikogo nie ma w pobliżu. To nie jest życie, to straszna udręka. Nie mogę sobie wyobrazić, jak żyją matki dzieci, którzy zginęli i do dzisiaj ich nie odnaleziono.



