Walentyna szła do pracy, gdy nagle zdała sobie sprawę, że zapomniała w domu telefonu. Postanowiła wrócić, weszła do windy i…

Zaczynam ten dzień z kubkiem kawy, jak zawsze. Wybiegając w pośpiechu do pracy w Warszawie, przy klatce nagle zdaję sobie sprawę, że zapomniałem telefonu. Westchnienie trzeba było po niego wrócić. Wchodzę z powrotem do bloku, wsiadam do windy i nagle zatrzymuje się ona na ósmym piętrze. Nic się nie dzieje, sygnał alarmowy dzwoni, a ja zostaję tam, zdany na łaskę czasu i fachowców od wind.

Czekając, czytam sobie notatki do pracy, ale prędko skupiam się na głosach dochodzących z korytarza. To głos mojej żony Haliny. Z kimś rozmawia, charakterystyczny chichot sąsiadki z naprzeciwka, Ireny. Mój żołądek zaciska się w supeł.

Kochany mój słyszę, jak Irena mówi miękko. Nie mogę się już doczekać naszego wspólnego wieczoru.

Dzisiaj się zobaczymy, prawda? pyta Halina, jakby ukradkiem.

Oczywiście, po dziesiątej. Twój mąż znowu ma nocną zmianę?

Cały tydzień odpowiada Irena cicho. Wyjdzie po dziewiątej i wraca dopiero nad ranem. Zaraz będzie zresztą w domu, musimy się pośpieszyć.

Cholera, nie wierzę własnym uszom. Przez głowę przelatują mi wszystkie wieczorne spacery, które Halina tłumaczyła chęcią zaczerpnięcia świeżego powietrza. Ot, zdrowa rutyna, powtarzała. Teraz wiem już, dlaczego tak lubiła chodzić na ósme piętro. Siedząc zamknięty w tej cholernej windzie, poczułem się jak bohater marnego kabaretu.

Po jakieś czterech minutach zapadła cisza. Para najwyraźniej dopiero wtedy się zorientowała, że winda stoi i trzeba zejść schodami. Głosy ucichły, a ja miałem sporo czasu, by wszystko sobie poukładać.

Serwisant w końcu przyjechał i otworzył windę. Już wtedy miałem gotowy plan.

Zbliżała się dziesiąta wieczorem, gdy Halina, tak jak się spodziewałem, zakomunikowała, że idzie na krótki spacer.

Halinko, leje jak z cebra rzuciłem, udając zatroskanie.

Przejdę się z parasolem, nie zamoknę.

Zostań, po co moknąć. Na balkon też wpada świeże powietrze.

Muszę się przejść, wiesz, na serce dobrze robi odpowiedziała stanowczo.

Mówię ci, dziś nie twój dzień.

Nie wierzę w przesądy rzuciła z obojętnością i wyszła, obiecując wrócić za godzinę.

Minęło może pół godziny. Słyszę, jak ktoś szarpie za klamkę. Otwieram na łańcuch.

Gdzie masz parasol, Halina? I czemu nie masz płaszcza? pytam przez szparę.

Na dole dwóch chłopaków mnie zaczepiło. Wszystko zabrali, nawet buty. Wpuść mnie, zamarzam!

Twoje rzeczy stoją przy zsypie na śmieci. Przekaż pozdrowienia Irenie z ósmego piętra.

Halina zbladła i próbowała się tłumaczyć. Zamknąłem drzwi i włączyłem telewizor.

Dobrze, że nasze dzieci już mieszkają na swoim pomyślałem. Nie muszą widzieć tej kompromitacji.

Halina szybko skoczyła po swoją walizkę zostawioną koło zsypu. Patrzyłem przez wizjer, jak wychodzi przed blok, rozgląda się i wsiada do taksówki.

Chciałem zadzwonić do mamy i wszystko dokładnie opowiedzieć. Jak się okazało, telefon został u Ireny. Wróciłem na górę po niego i sam utknąłem w windzie, bo w całym bloku wyłączyli prąd. Jak się okazało, dokładnie na ósmym piętrze. Niezły żart losu, pomyślałem.

W końcu, kiedy włączyli prąd, wybiegłem z windy a tu czeka już Irena z walizką i moim telefonem w trzęsących się rękach. Spojrzeliśmy na siebie, wymieniliśmy zdawkowo rzeczy i razem zjechaliśmy na dół. Taksówki jednak rozwoziły nas już w zupełnie inne miejsca.

Tego dnia przekonałem się, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Lepiej być szczerym i nie wplątywać się w sieci zdrady życie wtedy jest znacznie prostsze i czystsze sumienie pozwala spokojniej spać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 3 =

Walentyna szła do pracy, gdy nagle zdała sobie sprawę, że zapomniała w domu telefonu. Postanowiła wrócić, weszła do windy i…