Do pięćdziesiątego roku życia, Anna Borysiewicz nie widziała sensu, dalszego życia w stolicy. Jej kariera od piętnastu lat, zatrzymała się na poziomie zastępcy kierownika działu. Jej pensja nie była zła, ale oszczędności nie wystarczały na zakup własnego domu w stolicy, a nie chciała na emeryturze mieszkać w wynajętym mieszkaniu. Podjęła więc decyzję o rezygnacji z pracy i powrocie do rodzinnego miasta. Tam, za swoje oszczędności, na pewno kupiłaby mieszkanie.
– Możesz wybrać dowolny pokój. – Zaproponowała jej matka. – Zamieszkaj ze mną.
Mama Anny mieszkała sama w trzypokojowym mieszkaniu. Córka zdecydowała się zatrzymać u mamy na jakis czas, ale i tak marzyła o własnym lokum.
– Po co Ci mieszkanie? Czy nie ma tu wystarczająco dużo miejsca? – Matka wyraziła swoje niezadowolenie.
– Chcę mieć swój własny kąt. – Odpowiedziała Anna.
Ania bardzo przyjaźniła się z matką, ale mimo to, pośrednik pokazał jej kilka mieszkań. Kiedy wybrała odpowiednie dla siebie miejsce i zaczęła załatwiać formalności, pośrednik zadzwonił i powiedział jej, że w bloku jej matki, jest dostępne mieszkanie z dwiema sypialniami. To był prezent od losu, więc bez wahania kupiła je.
Anna dostała pracę w miejskim Domu Kultury. Na początku była trochę przerażona. Szybko jednak zaangażowała się w pracę. Jej doświadczenie w zarządzaniu, okazało się tutaj bardzo przydatne. Już pierwszy koncert zorganizowany dla osób starszych, pokazał że Ania jest na odpowiednim miejscu.
Dosłownie rozkwitła, zadowolona ze swojej pracy. Potem nastąpiło jeszcze kilka innych wydarzeń. Kobieta była wniebowzięta, czuła się potrzebna i pożądana…
– Anna Borysiewicz? Dzień dobry! – Zawołał jej dawny, bezpośredni szef.
– Dzień dobry.
– Andrzej Malczewski odszedł z firmy, zwolniło się dobre stanowisko z solidną pensją. Od razu pomyśleliśmy o Pani. Komu innemu moglibyśmy go zaproponować, jak nie Pani? Kiedy mogłaby Pani przyjechać?
– Rozumiem, ale teraz mieszkam w rodzinnym miasteczku.
– Nieważne, poczekamy na Panią.
Kobieta od dwudziestu pięciu lat, czekała na te słowa. Długo czekała, ale teraz sama nie chciała wracać do stolicy. Co powinna zrobić?



