Mam 22 lata. Mieszkam z rodzicami i młodszą siostrą niedaleko Białegostoku. Nie jestem żonaty, nie mam dzieci, za to lubię swoją pracę.
Co ja tu robię i czemu tutaj piszę, pewnie zapytacie? Niestety, jest też druga strona medalu. Zacznijmy więc od życia z moimi rodzicami.
W wieku 22 lat zarabiam nawet dobre pieniądze jak na białostockie standardy. Niestety, prawie nie widzę swojej pensji. W końcu muszę „pomóc” ojcu w spłacie kredytu, kupić jedzenie dla rodziny i ubrać moją siostrę. To wszystko, co muszę robić.
Dlaczego po prostu nie spakuję się i nie wyprowadzę? Odpowiedź jest oczywista – oni nie mogą beze mnie żyć, zwłaszcza mała siostra.
Na co idą ich pieniądze? Wciąż biorą pożyczki i mają karty kredytowe, których sami na pewno nie spłacą.
Rozumiem, że tutaj pewnie wyjdzie mój egoizm, to ciężko mi zdobywać te pieniądze. Mimo, że lubię moją pracę, to pracuję cały dzień na nogach, a one są chore. Jestem teraz na liście oczekujących na operację.
Chociaż daję im wszystko, moja przyszłość idzie na marne. Po prostu nie mogę zaoszczędzić na studia, nie mówiąc już o oszczędzaniu na własne mieszkanie.
Nie mogę ich powstrzymać, w końcu są moimi rodzicami, ale nadszedł czas, abym zrobiła coś dla siebie. Jestem rozdarty.
Nie mam gdzie szukać wsparcia. Moi koledzy nie są tym zainteresowani, nie mam też dziewczyny, która mogłaby mnie wesprzeć.
Samotność ściska mnie ze wszystkich stron. A propos kobiet.
Kiedyś łatwo się zakochiwałem i nie było mi trudno wejść związek. Tak było wcześniej, ale potem naprawdę się zakochałem, tak na zabój i niestety, ale zostałem zdradzony.
Moja ukochana przespał się ze swoją byłą, a potem ona powiedziała mi, że spodziewa się z nim dziecka. Pewnego dnia przyszła do mnie i powiedziała: „Niedługo zostanę mamą”.
Teraz jedyne co mam to złość i nieufność do wszystkich kobiet.
Długo byłem sam i nie potrafię nawet przez chwilę pomyśleć, że mógłbym pokochać kogoś innego. To nie uprzedzenie, po prostu to, przez co przeszedłem po tym, jak mi to wyznała, nie mogę wciąż dojść do siebie i nie wiem już, czym jest miłość.
Ta miłość została we mnie pogrzebana, wypluta i zapomniana. Jakoś przeżyłem to wszystko, snując plany na życie i pocieszając się tym, że wszystko kiedyś się ułoży.
Po prostu nie wiem, co będzie dalej. Moi rodzice napluli na moją przyszłość, ona też. A ja nie jestem z żelaza, brakuje mi sił.
Moje zdrowie zaczęło szwankować, teraz mam problemy nie tylko z nogami, ale i z oczami, wzrok zaczął mi gwałtownie się pogarszać. I to wszystko w ciągu jednego roku.
Nie sądzę, żebym miał przed sobą „świetlaną przyszłość”. Czuję się jak świeczka, która zaraz się wypali.
