Z byłym mężem byłam w związku przez 12 lat i przez całe trwanie naszego małżeństwa mieszkaliśmy w domu jego teściów. Miłosz od razu stwierdził, że bez sensu kupować mieszkanie, skoro on jest jedynakiem, więc kiedyś i tak odziedziczymy dom po jego rodzicach, a poza tym jest w nim dużo miejsca, dlatego na pewno mieszkanie z teściami pod jednym dachem nie będzie stanowiło większego problemu. Wtedy od razu jakoś źle to wszystko dla nie zabrzmiało i uważałam, że nie powinien tak ani mówić, ani myśleć.
Kiedy wprowadziłam się do domu teściów od razu zauważyłam, że teściowa jest bardzo spokojną i dobrą kobietą. Biło od niej ciepło i zrozumienie. Natomiast mój mąż po ślubie zupełnie się zmienił i nawet przyjście na świat naszej córeczki niczego nie zmieniło na lepsze. Czułam się w tym małżeństwie ignorowana i źle traktowana, dlatego postanowiłam o tym porozmawiać z teściową, bo może mogła mi coś doradzić. Nigdy nie mówiłam niczego złego na temat jej syna, ponieważ ją szanuję, ale tym razem ona od razu wszystko zrozumiała. Bardzo pomagała mi przy wychowaniu dziecka przez te wszystkie następne lata, kiedy mąż miał nas gdzieś.
Rano prowadziła córeczkę do przedszkola, potem ją odbierała, gotowała też obiady i sprzątała dom, kiedy ja nie mogłam. Minęło jakieś 10 lat, a mój mąż nieoczekiwanie powiedział, że składa pozew o rozwód. Zaznaczył też od początku, że on się nigdzie nie wyprowadza, bo to dom jego i jego rodziców, więc mam się wynieść z dzieckiem. Wtedy jednak teściowa interweniowała i poprosiła syna, żeby spróbował uratować nasz związek, walczył o rodzinę, jednak on miał już inne plany na swoje życie. Nie miałam więc wyjścia – spakowałam się i wyszłam z dzieckiem. Po rozwodzie w domu teściów zamieszkała nowa żona męża. Ja wynajęłam pokój u starszej kobiety.
Było mi odtąd bardzo ciężko, ponieważ zarabiam grosze, a razem z dzieckiem tłoczymy się w małym mieszkanku. Kobieta, u której wynajmuję pokój nie jest zła, ale jest bardzo surowa i w ogóle ciężko zrobić coś, co będzie jej odpowiadało. Krytykuje mnie na każdym kroku i nawet doszło już do tego, że z córką jemy posiłki w pokoju, aby się na nią nie natknąć w kuchni.
Pewnego dnia w supermarkecie spotkałam moją byłą teściową. Wyglądała na bardzo smutną. Nie narzekała na syna, ale zdałam sobie sprawę, że nie jest jej teraz dobrze we własnym domu. Rozmawiałyśmy bardzo szczerze i poprosiła mnie, żebym kiedyś do niej zadzwoniła. Współczuję mojej teściowej i zabrałabym ją do siebie, gdybym tylko miała ku temu warunki. Niestety, nie mam jak i nie wiem, co mogłabym zrobić, żeby jej pomóc?



