W POSZUKIWANIU KOCHANKI — — Waria, co ty robisz? — zdziwił się mąż, gdy żona podawała mu szorty i k…

POSZUKIWANIA KOCHANKI

Wiesz, Katarzyno, co robisz? zdziwił się mąż, gdy żona podała mu krótkie spodenki i podkoszulek.
Nic. Skoro ty tu sobie wylegujesz się, wszystkie kochanki już dawno będą zajęte! odparła Katarzyna, ściągając z niego kołdrę. Na odsłoniętym ciele Marka aż pojawiła się gęsia skórka i odruchowo się skulił.
O czym ty w ogóle mówisz?
Po tym, co wczoraj powiedziałeś, że to tylko kwestia czasu aż znajdziesz sobie kochankę, podjęłam decyzję. Nadszedł ten czas, Marek. Jest wpół do szóstej wstajesz i idziesz na pole walki.
Przecież żartowałem. Pokłóciliśmy się, zapomniałaś? Przepraszam, nie miałem racji.
Ależ miałeś rację, nie wykręcaj się. To ja zawaliłam. Porzuciłam nasz wspólny ogień namiętności. Całe paliwo wykorzystałam tylko dla siebie. Teraz tylko popiół został nawet nie ma na czym ziemniaka upiec. Poprawiam się. Wstawaj.
Wyrzucasz mnie z domu?
Zmuszam do działania! Każdego dnia ćwiczenia, aż zrzucisz tłuszcz. Kochanka to nie żona nie będzie przy tobie trzymać opony Michelin. Rusz się wreszcie!
Wiedząc, że Katarzyna nie odpuści, Marek posłusznie zsunął się z łóżka i z mozołem naciągnął spodenki na swoje rodzinne slipy, gotów odkupić winy szlachetną gimnastyką.
Przypomnij mi, żebyśmy Ci kupili porządne kąpielówki. W tych spadochronach to czuję, że nawet z łóżka kochanki Cię wywieje!
Po dziesięciu minutach biegu wokół domu, pod bacznym okiem trenerki, Marek wrócił do środka półżywy, zwalił się na podłogę i zaczął pełzać w stronę łóżka.
Gdzie to się wybierasz? żona zatrzymała go w połowie drogi.
Chciałem umrzeć we własnym łóżku podczas snu
Nie czas na umieranie, szukamy kochanki, nie patomorfologa! Leć pod prysznic. Teraz będziesz musiał się myć dwa razy dziennie. Mi nie żałowałeś, ale nowej osobie takich naturalnych aromatów nie wciśniesz. I zęby będziesz od teraz mył rano i wieczorem! zza drzwi dobiegł jej głos. Głowę dobrze umyj, bo idziemy dziś do fotografa.
Po co?
Zrobić porządne zdjęcie na portal randkowy. Sama nie dam rady zrobić ci dobrej foty, bo widzę cię już zbyt dobrze: dźwigowy-hydraulik, piwosz i miłośnik kujawskich klusek z masłem zamiast prawdziwego samca alfa.
Kasiu, może już dość?
Szkoda słów. Zostaw słodkie gadanie dla nowych, czułych dziewcząt. Wybierajmy kandydatkę.
Marek na chwilę jakby się rozchmurzył; trochę lubił czasem pożartować, oglądając profile na portalach randkowych. Tym razem mógł oficjalnie, bez konsekwencji. Zaczął przeglądać zdjęcia.
Może ta?
Żartujesz sobie?
A co z nią nie tak?
Marku, twoja kochanka powinna mnie zawstydzać, a nie ciebie. Spójrz na nią. Twój stary maluch przed sprzedażą wyglądał lepiej. Na jej temat chyba bywają ostrzeżenia Uwaga, może się odpadać elewacja!
To może tamtą?
To? Miałby cię zdradzać z byle kim? Jak ja potem sąsiadkom w oczy spojrzę?… O, popatrz, oto idealny wybór!
Oszalałaś? Ona nigdy na mnie nie spojrzy…
Boże… I co ja w Tobie takim nieśmiałym Pinokio zobaczyłam? Co mnie do ciebie przyciągnęło, że tyle lat wytrzymaliśmy razem?
Poczuciem humoru? zaproponował nieśmiało Marek.
Szczerze? Gdyby śmiech przedłużał życie, to przez twoje żarty zdążyłbyś już owdowieć w trakcie miesiąca miodowego. Daj spokój z analizami. Lepiej kupimy ci garnitur, a kochankę złowimy na żywca!
Dość, Kasiu, pogódźmy się już.
A widzisz tu jakąś kłótnię? Kochanka to symbol sukcesu mężczyzny! A żona takiego też jest ktoś! Może poprzestaniemy na jednej?
W galerii handlowej Katarzyna poprowadziła męża do najdroższego sklepu i niemal rozebrali wszystkie manekiny.
Kasiu, ta marynarka i spodnie są tyle warte, co komplet zimowych opon Marek próbował protestować w przymierzalni.
Nic nie szkodzi, gumy ci kupimy w aptece, jakie tylko chcesz. Na zimę, lato, ważne, żeby były z podwójną ochroną. Nie chcę w domu niechcianych kwiatków.
Katarzyna!
Co?! Bezpieczeństwo przede wszystkim. Nie wybieramy hulajnogi, tylko trójkąt, w którym jedna z hipotenuz wymaga podwójnej ochrony. A w ogóle, dzwoniłeś już do szefa?
Po co? Marek wsunął rękę w rękaw marynarki.
O podwyżkę, oczywiście. Jak zamierzasz utrzymać dwie kobiety z jednej pensji? Ja to jeszcze muszę usiąść przy zupie ogórkowej, ale z kochanką to nie przejdzie. Tam musi być jak przy wylewce betonu: kolacja, trzy kieliszki wina, hotel na pięć gwiazdek jak oszczędzisz, to fundament zaraz popłynie.
W końcu Marek wystroił się, poprawił krawat.
Wyglądasz jak w dzień ślubu uroniła łzę Katarzyna.
Pasuje panu potwierdziła pani z sąsiedniej przymierzalni.
Chce pani zabrać? Szukamy właśnie kochance dla mojego męża.
Nie, dziękuję, już mam kochanka… nawet trzech uśmiechnęła się bezwstydnie kobieta.
Marek, takiej absolutnie nie bierzemy stanowczo oznajmiła Katarzyna ma być wierna, pewna, jak karta w innym banku, na którą można spokojnie przelać trochę oszczędności. Idziemy jeszcze po perfumy, trochę cię poperfumujemy i możesz lecieć w wolny świat!
Szwendali się po galerii jeszcze godzinę, aż Katarzyna w końcu z uznaniem przytaknęła.
Marek, jesteś gotów. Nawet bez zdjęcia. Idź i pamiętaj lekcje: bądź uparty, szarmancki i pewny siebie, jak wtedy gdy sprzedawałeś naszego malucha.
Katarzyna wróciła szykować zupę, a Marek, ruszył na poszukiwanie kochanki, do których trenowała go cała dzisiejsza długa wyprawa.
Po godzinie rozległ się dzwonek do drzwi.
Dzień dobry, piękna pani. Czy mąż jest w domu? odezwał się z głośniczka dość nieznany głos. Aksamitny, zmysłowy, od pierwszego słowa rozniecał ogień w sercu. Nawet trzaski domofonu nie odbierały mu seksapilu.
Och wyrwało się Katarzynie, aż łyżka wypadła jej z dłoni. Nie, poszedł już do kochanki.
Może mnie pani wpuścić, mam wyjątkową propozycję.
Gorący ton mężczyzny sprawił, że Katarzynę oblał najpierw pot, potem zimne ciarki. Prawie już chciała sięgnąć po herbatę z malinami, ale machinalnie trzy razy nacisnęła przycisk domofonu. Marek stanął w progu mieszkania trzy minuty później, w ręku ściskał wielki bukiet czerwonych róż, wszedł i objął Katarzynę delikatnie w talii. W ciasnym przedpokoju błyskawicznie zrobiło się gorąco.
Płakałaś? Marek spojrzał na jej zaczerwienione oczy.
Troszkę. Myślałam, że spaliłam mosty, ale były potrzebne, żeby rozpalić ognisko.
To może zechciałaby pani spędzić ten wieczór w towarzystwie czarującego i niesamowitego mężczyzny? W oczach Marka błyszczała męska namiętność i, chyba, pięćdziesiąt gramów żubrówki, dla odwagi. Zapraszam do restauracji, gdzie opowiem absolutnie nieprawdopodobną historię o twoim pięknie. To czysta prawda, ale ci się spodoba.
Ch-ch-chcę, wyjąkała Katarzyna, podejmując zabawę, tylko zdejmę zupę z ognia i rzęsy pomaluję.
To ja zamówię taksówkę odparł Marek.
Dokąd jedziemy? Katarzyna nie mogła ukryć szerokiego uśmiechu.
Do restauracji na pięć gwiazdek!
Przecież u nas w mieście są tylko pizzerie Pięć serów!
To tam. Dla mojej kochanki tylko to, co najlepsze.
A Twoja żona nie będzie zazdrosna?
Bardzo się postaramy, żeby była mrugnął Marek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × cztery =

W POSZUKIWANIU KOCHANKI — — Waria, co ty robisz? — zdziwił się mąż, gdy żona podawała mu szorty i k…