Nie rozumiem rodziców, którzy nie komentują niepoprawnego zachowania swoich dzieci zwłaszcza, jeśli chodzi o miejsca publiczne. Jechałam pociągiem i miałam takiego pecha, że współpasażerami była rodzina z dzieckiem. Wydawali się być miłymi ludźmi, inteligentnymi i dobrymi. Mieli córkę w wieku około 5 lat. W ciągu dnia dziewczynka rysowała i grała na telefonie, ale w nocy zmieniła się diametralnie – dziecko chciało się dalej bawić. Zaczęła dręczyć innych, a zwłaszcza mnie.
Dziewczynka potrafiła mówić bez przerwy, chociaż w nocy wszyscy chcą po prostu odpocząć, posiedzieć w ciszy lub iść spać. Niestety, tego dziecka po prostu nie dało się uspokoić. Mówiła o wszystkim, zwracała uwagę na każdy drobiazg i opowiadała nam o tym, denerwując wszystkich wokół siebie. Matce dziewczynki, wręcz przeciwnie, podobało się to. Prawdopodobnie uważała, że to bardzo dobrze, że jej córka potrafi tak łatwo rozpocząć rozmowę z nieznajomymi. Najgorsze przyszło jednak później, kiedy dziewczynka nagle zaczęła tańczyć i śpiewać. Włączała muzykę na telefonie i zaczęła się ruszać w rytm muzyki.
Można by było tolerować taniec, jeśli muzyka nie byłaby za głośna. Ale ten śpiew… Dziecko nie miało słuchu, nigdzie nie uczyło się wokalu, więc nie śpiewała, tylko krzyczała. Wtedy z kolei jej ojciec był dumny z córki, wierzył, że ma prawdziwy talent i wyrasta na gwiazdę. Kiedy dziewczynka po „występie” podbiegała do zmęczonych współpasażerów, zaczynała zadawać im pytania i dręczyć ich, wszyscy po prostu odwracali się lub ignorowali dziecko. Wtedy dziewczynka zwracała się do rodziców i zaczynała głośno opisywać sytuację nie bacząc na ludzi w innych przedziałach… Było to bardzo brzydkie zachowanie, ale rodzice nie zwrócili jej ani jednej uwagi podczas całej podróży.
