Siedziałem w parku. Pogoda była ładna, więc wygrzewałem się na słońcu. Nagle zobaczyłem chłopca w wieku około pięciu lub sześciu lat, szukającego czegoś pod ławkami. Wkrótce podszedł do mnie.
– Proszę Pana, proszę podnieść nogi, zajrzę pod ławkę – powiedział do mnie.
– „Może pomogę Ci w poszukiwaniach? Czego szukasz?” – zapytałem.
– To tajemnica – odpowiedział z poważną miną.
– Szukam monet – powiedział.
– Znalazłeś już ich dużo?
– Znalazłem dziś 54 grosze” – powiedział z dumą.
„No nic” – dodał, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierza wdawać się w szczegóły. Potem spotykałem go prawie codziennie w tym parku.
– Igor, mam trochę drobnych w kieszeni, chcesz je? – zapytałem go raz.
– Mama mówiła, że nie powinienem brać pieniędzy za nic
– Ale ja chcę Ci je dać.
– Poczekaj, zaraz wrócę – powiedział i gdzieś pobiegł. Wkrótce wrócił, trzymając plastikowe pudełko. Było puste. Kupiłem od niego to pudełko za sześćdziesiąt trzy grosze. To była cała reszta, jaką wtedy miałem.
Potem mieliśmy codzienne sesje recyklingu. Dawał mi zakrętki od butelek, zepsute zabawki, spinacze do papieru… Ja oczywiście dawałem jemu drobne. Starałem się nie przesadzać, żeby go nie wystraszyć. Tydzień temu Igor nie przyszedł do parku. Chodziłem tam codziennie i długo na niego czekałem. I dzisiaj w końcu zobaczyłem go na ławce
– Nie potrzebowałem już monet. Nie miałem też czasu… – chłopiec zaczął płakać.
– Czy coś się stało?
– Tata był chory. Ciocia Krysia powiedziała, że potrzeba dużo pieniędzy na leczenie. Zebrałem już dużo monet. Ale na co mi one, skoro taty już nie ma? Przyszedłem ci podziękować. Jesteś prawdziwym przyjacielem” – powiedział mały chłopiec i uciekł.
Nigdy więcej go nie widziałem, ale wciąż wrzucam monety pod ławkę, bo co jeśli…
