Uważam, że mąż niewłaściwie wychowuje syna, bo przez niego w ogóle nie jest zdyscyplinowany i nami manipuluje!

Uważam, że mąż niewłaściwie wychowuje syna, bo przez niego w ogóle nie jest zdyscyplinowany i nami manipuluje!

Mój syn ma 4 lata i chodzi do przedszkola od roku. Przez ostatnie dwa miesiące zaczęłam zauważać, że syn bardziej lgnie do taty. Kiedy był młodszy, a ja spędzałam z nim cały czas w domu, zdarzało mi się na niego krzyknąć, kiedy byłam bardzo zmęczona i rozdrażniona.

Na przykład kiedy nie chciał posprzątać po sobie zabawek, po długich prośbach zaczynałam krzyczeć albo nawet parę razy dałam mu klapsy. Jeśli w ogóle mnie nie słuchał, sytuacja się powtarzała. Poza tymi momentami wszystko było w porządku, ale zawsze byłam trochę surowsza niż ojciec dziecka.

Teraz, kiedy syn chodzi do przedszkola, nie męczę się już tak bardzo w ciągu dnia i jestem spokojniejsza, ale nadal jestem surowa, kiedy mnie nie słucha. Tymczasem tata jest bardziej cierpliwy i potrafi zmotywować go do działania w formie zabawy. Ja uważam, że syn jest już na tyle duży, aby zacząć się uczyć, że pewne rzeczy trzeba robić bez zbędnych zachęt. Chodzi mi o takie sprawy jak mycie zębów, rąk itp.

Mąż coraz częściej podnosi na mnie rękę, ale to ja czuję się wszystkiemu winna i błagam go o przebaczenie

Doszło do tego, że syn cały czas prosi o to, by zajmował się nim tata. Chce spać z tatą, a jeśli go upomnę (nie krzycząc, tylko surowo wyrażając zdanie), to od razu biegnie do taty. Tata go karmi mówiąc: „Maksym, jedz”, a kiedy Maksym nie je, mąż proponuje coś innego do zjedzenia albo go pyta, na co ma ochotę. Uważam, że w ten sposób go rozpieszcza. Wtedy interweniuję i każę mu jeść, a on marudzi, płacze, woła tatę. Mówię: „Maksym, tata jest zajęty, jedz”. W końcu je, ale cały czas płacze i woła tatę. Wczoraj, kiedy go karmiłam, po jedzeniu dałam mu czekoladkę, żeby go nagrodzić. Potem powiedziałam, że trzeba iść umyć ząbki. On oczywiście płakał i panikował, że chce do taty, przytulał się do jego nogi, chował przede mną, jakbym była jakimś potworem. Poszłam do kuchni i miałam łzy w oczach, bo było mi bardzo przykro.

Dzisiaj w przedszkolu zapytałam wychowawczynię, czy Maksym wczoraj sam jadł. Powiedziała, że mają z nim podobną sytuację, co ja w domu. Wychowawczyni przedszkolna jest surowsza, a druga, młoda nauczycielka, jest bardziej pobłażliwa. Kiedy wychowawczyni mówi Maksymowi, co ma robić, on się krzywi (a w domu od razu kaprysi i płacze). 

Widzę tę sytuację tak, że wcześniej niewłaściwie się zachowywałam, nie powinnam była się wyładowywać na dziecku. Ale teraz widzę, że znalazł „dobrego i złego policjanta” i w domu, i w przedszkolu, i korzysta z tego. 

Czy mam rację? Co powinnam zrobić? Mówię mężowi, że też powinien być surowszy. A może nie o to chodzi?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 2 =

Uważam, że mąż niewłaściwie wychowuje syna, bo przez niego w ogóle nie jest zdyscyplinowany i nami manipuluje!