Teściowa zaczęła płakać, że życie w mieście jest dla niej ciężkie. Chciała mieszkać gdzieś na wsi, gdzie było świeże powietrze i nie było takiego zamieszania. Mąż od razu skorzystał z podpowiedzi i zaczął kombinować, jak jej pomóc. Mamusia skarżyła się na śmierdzące sklepy i hałas z drogi.
– Nie można nawet otworzyć okna! Duszno jest tu spać! – Oburzyła się moja teściowa.
– Więc nie otwieraj okien, włącz klimatyzację. – Odpowiedział mój mąż.
– Czy nie rozumiecie, że ja, starsza kobieta, potrzebuję świeżego powietrza? Miejski rytm życia nie jest dla mnie. Denerwuję się, tracę humor, chcę spokoju i ciszy z naturą.
W tym czasie, moja teściowa była po siedemdziesiątce, a ja i mój mąż po pięćdziesiątce. Ona mieszkała w centrum Warszawy, podczas gdy my w na obrzeżach miasta. Kiedy kupiliśmy tam nieruchomość, nie było tam żadnej infrastruktury i cywilizacji, ale teraz oczywiście sytuacja jest inna. Nie mogliśmy pomóc matce w zakupie domu na warszawskich przedmieściach, po prostu nie mieliśmy pieniędzy.
– Weź kredyt hipoteczny, mieszkanie dostaniesz później. Karinka będzie mieszkać w moim mieszkaniu. Moja wnuczka jest młoda, będzie się tylko cieszyć z całego zamieszania i bliskości centrum. – Zaproponowała teściowa.
Moja teściowa stanęła na wysokości zadania i zażądała, abyśmy zamienili dwupokojowe mieszkanie w centrum, na dwupokojowe mieszkanie na przedmieściach. Tak, to prawda – mama Edyta nie chciała mieszkać w jednopokojowym mieszkaniu. W zasadzie była w tym jakaś korzyść, bo nie byłoby nas stać na zakup mieszkania dla córki w centrum Warszawy, ale mogliśmy znaleźć coś tańszego na obrzeżach miasta.
Z mężem jeszcze długo dyskutowaliśmy na ten temat, ale wtedy Karina szykowała się do ślubu. Było jasne, że nowożeńcy potrzebują gdzieś mieszkać. Moja teściowa ciągle marudziła i skarżyła się na migrenę od hałasu samochodów. W końcu poddaliśmy się.
Moja teściowa sama wybrała sobie mieszkanie. Zrobiliśmy tam kilka kosmetycznych napraw i zaczęliśmy przygotowywać się do ślubu. Musieliśmy się zadłużyć, bo potrzebowaliśmy dużo pieniędzy.
Przeprowadzka mojej teściowej trwała dwa tygodnie. Ciągle zapominała o różnych rzeczach i wracała. Karina z mężem, po ślubie wprowadzili się do swojego małego gniazdka. Wydawało się, że wszystko idzie dobrze, ale wtedy teściowa powiedziała:
– Długo myslałam i wracam. Tutaj jest nudno, cicho i obco. Zabierz mnie do starego domu, żebym nie umarła z nudów!
– A co z córką? – Mój mąż się opamiętał.
– Niech się tu przeniosą. To błogosławieństwo dla młodej rodziny.
Karina i jej mąż, odmówili mieszkania na przedmieściach. To nie jest nic dziwnego, bo jak mają dojechać do pracy, skoro nie mają samochodu? Łatwiej było im mieszkać w mieście, niż jeździć tam i z powrotem.
Mama mojego zięcia, miała jakieś oszczędności i postanowiła je zainwestować w zakup mieszkania dla nowożeńców. Nie mogliśmy nic zrobić, aby pomóc, ponieważ wszystkie pieniądze zostały zainwestowane w „świeże powietrze” dla ukochanej teściowej. Mój mąż już przeklinał z frustracji. Był zajęty przeprowadzką, a moja córka i zięć szukali kredytu hipotecznego.
– Dlaczego wszyscy jesteście na mnie tak zdenerwowani? Co tu dużo mówić, podjęłam impulsywną decyzję… Komu się to nie zdarza? Sprzedaj mieszkanie, odzyskaj swoje pieniądze! Ja też mam kłopoty! – Moja teściowa była oburzona.
A kto nam zwróci pieniądze za remont i kilka przeprowadzek? A formalności też sporo kosztują. Ale to było dla niej nic! Co więcej, sprzedaż nieruchomości na przedmieściach Warszawy nie nastąpi szybko. Ludzie nie mają teraz pieniędzy, więc może się to ciągnąć latami, ale czynsz i tak trzeba będzie płacić, nawet jeśli w mieszkaniu nikt nie mieszka.
Tego lata, teściowa znowu zaczęła marudzić, że dusi się w swoim mieszkaniu i poprosiła mnie, żebym zabrała ją na przedmieścia. Mój mąż zwariował i powiedział jej, co o niej myśli.
– Twoje „świeże powietrze” kosztuje nas zbyt wiele! – Krzyknął na swoją matkę.
A moja teściowa zachowuje się jak dziecko i udaje, że nie rozumie, dlaczego syn ma do niej pretensje.



