Rodzina mojego męża wcześniej obchodziła wszystkie święta u nas. Zawsze to ja przygotowywałam stół, nakrywałam i kupowałam wszystko na własny koszt. W zeszłym roku nie byłam w stanie tego znieść i powiedziałam, że nie zamierzam tego powtarzać.
Wszyscy byli oczywiście obrażeni i nawet do nas nie dzwonili. W rezultacie nie obchodziliśmy żadnych świąt. Jednak zbliżało się Boże Narodzenie i postanowiliśmy świętować go w kręgu najbliższej rodziny, bez zbędnego zamieszania, hałasu i zgiełku. Jednak wczoraj wieczorem zadzwoniła teściowa i oświadczyła, że chce przywrócić tradycję wspólnego świętowania i zabaw.
Powiedziałam jej, że w tym roku planowaliśmy świętować Boże Narodzenie w wąskim gronie rodzinnym. Zacząła naciskać, próbować wywołać współczucie i zaczęła płakać. Powiedziała, że już nie są młodzi, że czują się porzuceni i niepotrzebni, i że chcieliby spędzić Boże Narodzenie z dziećmi i wnukami. Jej słowa mnie poruszyły i trochę się rozpłakałam. Zaproponowałam, że zaprosimy ich do naszego domu, abyśmy razem świętowali, ale bez innych krewnych.



