Mam osiemnaście lat i umiem już prowadzić samochód, chociaż nie mam jeszcze prawa jazdy. Często pytam tatę, czy mogę zabrać jego samochód i przejechać się nim, ale on nigdy się nie zgadza. Zawsze powtarza, że kiedy będę miał prawo jazdy, to będę jeździł, ile dusza zapragnie, a póki co muszę z tym poczekać.
Pewnego dnia mój bliski przyjaciel Sławek urządzał imprezę na działce swoich rodziców. Akurat pojechali gdzieś na weekend, więc mógł zrobić imprezę. Chciałem do niego pojechać, ale nie taksówką, a samochodem, aby zaimponować dziewczynom, a zwłaszcza jednej, która od dawna bardzo mi się podoba.
– Tato, daj mi samochód, chcę jechać do Sławka! – prosiłem przed imprezą.
– Nie, nie ma mowy – szybko uciął temat tata.
– Jezu, jaki z Ciebie ojciec – wyrwało mi się – Wszyscy ojcowie traktują swoje dzieci normalnie, tylko Ty jesteś jak z ubiegłego wieku, w ogóle mnie nie rozumiesz.
Powiedziałem wszystko, co wtedy przyszło mi na myśl, a tata milczał.
Wściekłem się na ojca i postanowiłem, że poczekam, aż zaśnie, a potem wziąłem kluczyki do samochodu i ruszyłem w drogę. Zdecydowałem się pojechać mimo zakazu ojca. Byłem pewny, że wrócę rano, a ojciec o niczym się nawet nie dowie.
W połowie drogi na imprezę wpadłem w poślizg i wjechałem w przydrożne drzewo. Ja na szczęście byłem cały, czego nie można powiedzieć o samochodzie. Spanikowany zadzwoniłem do ojca. Już wiedziałem, że i tak się o wszystkim dowie, więc wolałem, by od razu zobaczył, co się stało. Ten przyjechał, wezwał pomoc drogową oraz policję i wziął całą winę na siebie. On oczywiście dostał tylko mandat za niedostosowanie jazdy do warunków jazdy i punkty karne, a ja miałbym naprawdę poważne kłopoty.
Odwołałem potem wszystkie te przykre słowa, które wypowiedziałem pod wpływem emocji w kierunku ojca. Po tym, jak wziął na siebie moją winę, zdałem sobie sprawę, że to on zawsze jest po mojej stronie i ma rację.

