Teściowie syna kupili domek w naszej okolicy. Może powinnam się cieszyć, ale coś mnie niepokoiło. Syn ożenił się cztery lata temu. Jego teściowie to typowi ludzie, chociaż mówili rzeczy, które sprawiały, że zamierałam. Rzadko się widywaliśmy. Ta działka, którą kupili, jest pusta i cała zarosła. Więc kupili ją za niską cenę.
– Nigdy wcześniej nie mieliśmy domku, więc zwrócimy się o radę do znawców – zachichotała teściowa syna, patrząc na męża.
Nie mamy nic przeciwko doradzaniu lub pomocy, sle gdybyśmy wiedzieli, co z tego wyniknie, nie bralibyśmy w tym udziałuudziału. Teściowie syna zawsze szukali porady, ale nigdy jej nie stosowali, a potem nawet robili to po swojemu. Narzekali nawet, że daliśmy im złą radę. Pod naszą nieobecność odwiedzali nasz ogród. Chcieli nabrać wody lub pohuśtać na huśtawce wnuka. To nie jest problem, ale nasze jagody i warzywa zaczęły znikać, pojawiło się pytanie, dlaczego mamy się z nimi dzielić. Kiedy przyjechałam, na drzewie nie wisiał ani jeden czerwony owoc.
– Nie szukaj. Zebrałam je wczoraj, kiedy wnuk przyjechał – stwierdziła teściowa syna.
Grzecznie powiedziałam, że tak się nie robi. Nie chciałam się kłócić, ale nie jest to moralnie dobre.
Jednak ten temat stał się drażliwy. Teściowie syna nadal wdzierali się na nasz ogród. Miło jest po przyjeździe na działkę wiedzieć, że czekają na Ciebie świeże warzywa i jagody, ale wszystko jest już zebrane. Mąż był gotowy do poważnej kłótni. Czy można brać bez pytania o pozwolenie? Ale powstrzymałam go. Będą narzekać córce i zacznie przedstawiać roszczenia mężowi. W tym roku sadzimy z mężem rośliny, budujemy szklarnię, a teściowie syna byli tylko raz i tylko po to, żeby zrobić grilla. Wygląda na to, że spodziewają się ponownie zjeść coś z naszego ogrodu. Jeśli tak się stanie, sprzedamy domek i kupimy go w innym miejscu, z dala od takich krewnych.
