Od pięciu lat nie rozmawiamy z rodziną. Nawet zablokowaliśmy ich numery. Komunikacja ustała po jednej sytuacji. Kiedy się pobraliśmy, mieliśmy problemy z mieszkaniem. Nie mogliśmy znaleźć nic na wynajem. Wtedy teściowa zamierzała wynająć swoje mieszkanie. Zamieszkaliśmy u niej, a ona przeprowadziła się na działkę, aby pomóc rodzinie brata z dzieckiem. W tym czasie urodziło się nam dziecko. Od samego początku zaczęła pozwalać sobie na niedopuszczalne rzeczy. Korzystając z posiadania klucza, wchodziła do naszego mieszkania i przekopywała nasze rzeczy.
Mówiła, że sprawdza, jak radzę sobie z obowiązkami domowymi. Pozwalała sobie na krzyki i krytykowanie. Próbowałam przymknąć oko na jej zachowanie, ale bardzo mnie to denerwowało. Mój mąż też nie lubił tego wszystkiego. Potem zaczęła nam aktywnie sugerować, żebyśmy dokonali remontu w jej mieszkaniu:
– Moja droga, jeśli mieszkanie nie jest nasze, nie oznacza to, że nie trzeba się nim opiekować. Zmień tapetę w kuchni! – mówiła teściowa.
– Jeśli kupisz odpowiednie materiały, to zmienimy.
– Dlaczego niby to ja mam kupować? – była oburzona.
Mój mąż mnie wspierał i powiedział: –
Jeśli zabierzesz rzeczy z naszego domu, kupimy nowe.
– Uff, ale jesteś drobiazgowy, Damianie. Nie tak Cię wychowałam!
W jakiś sposób zaczęła mnie krytykować z powodu dziecka. Przyszła z wizytą, poszła do wnuka, a następnie poszła do sąsiadki, zostawiając dziecko bez opieki. Dziecko potknęło się i upadło, poraniło sobie kolana. Wtedy zajmowałam się obowiązkami domowymi i nawet nie wiedziałam, że nie zabrała dziecka ze sobą. Kiedy usłyszałam krzyk, podeszłam do niego. Zaczęła mówić, że nie nadaję się na matkę. Mój mąż wrócił po pracy. Teściowa walczyła wze mną histerii, z pianą przy ustach mnie wyzywając. Tego dnia spakowaliśmy się i przeprowadziliśmy. Mamy dość tego. Od tego czasu nie rozmawiamy.



