Mój mąż i ja postanowiliśmy kupić mały domek letniskowy, a następnie stopniowo go rozbudowywać. Jednak teściowa zastanawia się, po co marnować pieniądze.
– Mamy domek letniskowy, tylko stary, od kilku lat tam nie byliśmy. Więc naprawcie dach, zanim zaczną się deszcze. Następnie musicie posprzątać teren, tutaj będziecie mieli swoje mieszkanie.
– Mamo, i tak domek jest wasz, po co nam to?
– Cóż, co za różnica, na kogo jest, będziecie w nim mieszkać.
– A co, to przepiszesz go na nas?
– Po co z tymi papierkami się trdzić? To tylko strata czasu.
– Więc nie zamierzamy nic tam robić, ponieważ domek jest nadal wasz, a my już nic nie zrobimy bez papieru.
I tak, z mężem nie wierzymy już teściowej. Bo jakoś już się na niej przejechaliśmy. Dwa lata temu teść miał mały wypadek, złamał nogę, a samochód trochę ucierpiał. Kiedy leżał z gipsem, teściowa zaproponowała nam ciekawy pomysł:
– samochód na próżno będzie stał w garażu bezczynnie przez tyle miesięcy. Naprawmy go, a potem weźcie go dla sobie. Ojciec już pewnie jeździł nie będzie, a Ty na pewno będziesz potrzebować samochodu w rodzinie.
Z mężem zdecydowaliśmy, że stary samochód taty będzie dobryna początek.
Naprawiliśmy go i zaczęliśmy go używać. Po 4 miesiącach teść zadzwonił do męża:
– Synu, już nim jeździsz, ale planujesz mi chyba zwrócić samochód?
– Jak to zwrócić? Mieliśmy umowę: naprawiliśmy go, teraz jest nasz.
– Dlaczego niby Wasz, jeśli samochód jest na nas, poza tym teraz muszę nim jeździć do pracy. A to, co obiecała ci matka – to już nie moja sprawa. Potem oboje byliśmy bardzo rozczarowani teściową. Odmawia wszystkiego, mówi, że to my jej nie zrozumieliśmy. Dsotaliśmy nauczkę – nie wierzyć na słowo teściowej. Teraz to samo dzieje się z domkiem i bez dokumentów go nie tkniemy.
