Mam dopiero 21 lat i właśnie co skończyłam studia licencjackie. Na ostatnim roku tych studiów wzięłam ślub z Dominikiem. Studiowaliśmy razem i dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie oraz razem świetnie się bawiliśmy, dlatego po kilku latach spotykania się Dominik w końcu mi się oświadczył. Nie wyszłam jednak za mąż z miłości… Uznałam też, że Dominik nie jest wcale taki najgorszy, a poznać teraz jakiegoś fajnego faceta graniczy z cudem, więc nie ma co wybrzydzać.
Nie mamy problemów z mieszkaniem, ponieważ mąż dostał od swoich krewnych jeszcze kilka lat temu dom w małej miejscowości. W ciągu roku zrobiliśmy razem remont: mój mąż pomalował ściany, położyliśmy razem płytki i dokonaliśmy innych zmian. Nie jesteśmy od tego specjalistami, ale dzięki poradnikom zamieszczonym w Internecie udało nam się wszystko zrobić samodzielne.
Jedynym moim problemem jest to, że nie mam stałej pracy. Wcześniej pracowałam „na czarno” w sklepie, niedawno zatrudniłam się jako konduktorka, ale przepracowałam tylko miesąc, bo okazało się, że ta praca nie dla mnie. Od tej pory szukam czegoś dla siebie i póki co cisza, chociaż wierzę, że w końcu ja znajdę i będę niezależna finansowo.
Niestety, teściowa podczas każdego naszego spotkania zadaje to samo pytanie: „kiedy będziecie mieć dzieci?” albo „ale nie chcecie mieć dzieci? Ja to bym chciała być w końcu babcią, a przez Was jestem nieszczęśliwa”.
Jeśli wcześniej mąż nie nalegał na dzieci, to teraz również zaczął ciągle o tym mówić. Jestem pewna, że to matka zrobiła mu pranie mózgu. Nie chcę jeszcze żadnych dzieci. Jakie warunki stworzymy tym dziecom? Mój mąż ma marną pensję, poza tym ciągle zmienia pracę, nigdzie nie potrafi zagrzać miejsca na dłużej. Poza tym jeśli teraz zajdę w ciążę, to na pewno nikt mnie nie weźmie do pracy w ciągu najbliższych kilku lat. Kobieta z dzieckiem to problem dla pracodawców. Kto potrzebuje młodej mamy z dzieckiem? I jak żyć za te 3000 złotych w trójkę, biorąc pod uwagę, że wydatki na dziecko nie są małe.
Tak szczerze mówiąc, boję się mieć dziecko i wolałabym odłożyć to na poźniej. Nie rozumiem, po co się spieszyć? Mogę o tym pomyśleć za trzy lata, ale teraz? Czuję, że teściowa nadal będzie namawiać nas do posiadania dziecka, a potem nie będzie nam nawet pomagać się nim opiekować.
