Moja teściowa Małgorzata całe życie poświęciła gotowaniu, praniu i sprzątaniu. Gdy mąż był w pracy, a dzieci w szkole, udawało jej się ugotować obiad i posprzątać całe mieszkanie. Wszystkie obowiązki domowe spoczywały na niej. Nie narzekała, a wręcz przeciwnie, była dumna z tego, że to ona utrzymywała porządek w domu. Kiedy teść wracał z pracy i przychodził się przebrać, Małgorzacie udawało się już nakryć do stołu. Gotowała codziennie, a jeśli coś zostało, dawała to psom lub wyrzucała.
Wierzyła, że prawdziwa gospodyni zawsze powinna przygotowywać wszystko świeże, aby zadowolić męża i dzieci. Ja byłam zupełnym przeciwieństwem. Jej syn, Jurek i ja pobraliśmy się i od razu przeprowadziliśmy się do osobnego mieszkania. Dzieliliśmy między sobą wszystkie obowiązki. Gdy pojawiły się dzieci, zajmowaliśmy się nimi wspólnie. Już od najmłodszych lat uczyłam dzieci sprzątania. Nawet próbowały prać skarpetki. Kiedy dorastały, umiały myć i gotować. Po powrocie ze szkoły nie czekały na mnie, same odrabiały lekcje, jadły i sprzątały w domu.
Wychowałam dzieci tak, aby po opuszczeniu naszego domu na studia były przygotowane do wszystkiego. Były chwalone w szkole, a później na studiach, ponieważ były inteligentne i odpowiedzialne. Pewnego dnia teściowa wpadła do nas z wizytą. Mąż akurat zmywał naczynia, więc zastała go w tej sytuacji.
– Nigdy nie zmuszałam go do zmywania naczyń. Czy to Twoja miłość jako kobiety? Biedny mój syn, nawet moja córka czeka, aż przyjdę, żeby posprzątać i coś ugotować.
Teściowa często próbowała mi to wytłumaczyć.
Raczej próbowała mnie przyzwyczaić do tego, że mój mąż powinien być kandydatem do pracy i głową rodziny, a ja gospodynią domową, ale to nie pasowało do mojej koncepcji rodziny. Teściowa obrażała mnie z tego powodu.
– Przestań wykorzystywać mojego syna. Wiesz, jaki on jest dla mnie miły. Nie powinien robić takich rzeczy w domu. Jurek pewnie już jest zmęczony pracą, a Ty jesteś niewdzięczna. Próbowałam wyjaśnić, że w dzisiejszych czasach to normalne, że mąż pomaga żonie. Potem przyczepiła się do moich dzieci. Twierdziła, że zostały źle wychowane, a to, że są ciągle chwalone, jej nie obchodziło. Nawet nauczycielka powiedziała, że dawno nie miała tak dobrego ucznia jak mój syn.
