Teściowa uważa, że powinnam rzucić wszystko i pędzić do garnków, by ugotować obiadek dla jej synusia

Oboje z mężem dużo pracujemy i codziennie wracamy z pracy dość późno. W weekendy jeździmy na małe wycieczki za miasto albo wychodzimy do kina. Bywa też, że spotykamy się ze znajomymi. Ponadto lubimy organizować romantyczne wieczory tylko we dwoje, oglądając ulubione filmy, pijąc czerwone wino i zajadając się pysznym, białym serem.

Jesteśmy ze sobą dopiero dwa lata, jednak mnie czasami wydaje się, że znam go od wielu lat. Rozumiemy się w pół słowa. Mój ukochany daje mi różne prezenty i za każdym razem wymyśla coś nowego i ciekawego, co mnie zaskoczy.

Kiedy w rodzinie rozwijają się doskonałe relacje, rodzice małżonków powinni cieszyć się ich szczęściem i od czasu do czasu służyć im dobrą radą. Niestety, moja teściowa ma zupełnie inne podejście. „Troska” mojej teściowej przekracza wszelkie granice. Mieszka dość daleko od nas, ale mimo tego zawsze znajdzie czas, żeby do nas przyjechać i mnie skarcić.

Najgorsze jest dla niej chyba to, że nie umiem gotować. Szczerze mówiąc nigdy nie interesowałam się gotowaniem. Kiedy mieszkałam z rodzicami, to moja mama gotowała dla wszystkich i sprzątała dom, a mnie do niczego nie zmuszała.

Pamiętam, jak niektóre matki zmuszały swoje córki (czyli moje przyjaciółki) do ciągłego sprzątania, prania, gotowania, opiekowania się młodszym rodzeństwem. W mojej rodzinie nie było czegoś takiego.  Moja mama nie ograniczała mojej wolności, za co jestem jej wdzięczna.

W wolnym czasie spotykałam się ze znajomymi, zajmowałam się swoim hobby, jeździłam z przyjaciółmi na wypady rowerowe, czytałam książki i czasopisma tematyczne. Teściowa uważa, że teraz ​​cały wolny czas muszę stać przy garach. Twierdzi też, że ​​powinnam wcześniej wracać z pracy, aby ugotować jej synowi gorący obiad i wykonać inne obowiązki domowe.

Mnie takie gadanie bawi. Po co mi to? Mogę zatrudnić przecież kogoś, kto zrobi wszystko lepiej ode mnie i szybciej. Moja mama np. lubi gotować i jest dobrą gospodynią domową, ale mimo tego nie wypomina mi sposobu, w jaki żyję i cieszy się tym, że jestem szczęśliwa i żyję po swojemu. Uważa też, że prace domowe to niewdzięczne zajęcie, więc nie każdy musi się tym zajmować.

Moja mama nie ma trochę wyjścia, bo z jednej strony fakt, lubi gotować, ale z drugiej robi to też dla świętego spokoju, bo jeśli mój tata nie dostanie na czas gorącego obiadu, może zrobić prawdziwą awanturę. Niestety, przyzwyczaiła do tego ojca i teraz przez to cierpi.

Jeśli chodzi o teściową, to nie zamierzam się z nią zgadzać, ale też nie mam zamiaru się kłócić. Dlaczego za każdym razem muszę się przed nią usprawiedliwiać? Wszystko pasuje mojemu ukochanemu. Przez dwa lata ani razu nie dał mi do zrozumienia, że ​​chce domowych posiłków.

Rano pijemy kawę lub herbatę, zamawiamy pizzę albo chińszczyznę na obiad, kupujemy też ulubione przysmaki w supermarkecie. W soboty przyjeżdża do nas pomoc domowa. Sprząta cały dom, czasami robi większe porządki.

U nas zawsze panuje porządek i jest czysto. W końcu jestem jednak dobrą żoną. Każda matka powinna cieszyć się z tego, że jej syn ma dobrą kobietę u boku. Myślę, że moja teściowa po prostu się do mnie przyczepia na siłę. Ale dlaczego? Przecież nie mam obowiązku się jej tłumaczyć?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − jeden =

Teściowa uważa, że powinnam rzucić wszystko i pędzić do garnków, by ugotować obiadek dla jej synusia