Mam pewną koleżankę z pracy, która nie lubi swojej teściowej i to bardzo. Mówi takie rzeczy, po których zaczynasz myśleć: biedna teściowa, że synowa się do niej przyczepia. Przyszła kiedyś do pracy i zaczęła mówić, że teściowa nie pozwala jej spokojnie żyć. Kiedy zapytaliśmy, co tym razem zrobiła, współpracownica odpowiedziała, że dała jej prezent urodzinowy, a jej się nie spodobał. Kupiła jej domowe kapcie, powiedziała, że wybierała prezent przez długi czas, a sama teściowa dała jej kolczyki z topazami i złoty pierścionek.
Po tych słowach spojrzeliśmy na nią ze zdziwieniem; zaczęła się usprawiedliwiać, że kobieta ma dobrą emeryturę, a ona ma małe dziecko, więc nie będzie mogła robić tak drogich prezentów. Potem zaczęła narzekać, mówiąc, że teściowa zadzwoniła i poprosiła o przyniesienie artykułów spożywczych; widzisz, zabrała wnuczkę na dzień na swoją działkę. Kiedy koledzy zaczęli pytać, dlaczego nie zabierze artykułów spożywczych, koleżanka zaczęła od stwierdzenia, że nie ma tyle pieniędzy. Niedawno skarżyła się, że teściowa poprosiła o zabranie córki, mówiąc, że ma „głowę jak sito”.
Jechali dwie godziny do tej wioski, jak przyjechali, teściowa natychmiast oddała dziecko, a ona sama poszła zająć się swoimi sprawami. Najciekawsze jest to, że ta koleżanka w ogóle nie chciała siedzieć z dzieckiem, myślała, że jeśli pracuje, to wszyscy powinni się jej kłaniać i iść na rękę. Moje koleżanki i ja po prostu spojrzałyśmy na siebie i pomyślałyśmy, że jeśli będziemy mieli taką synową, to w ogóle nie będziemy mieli szczęścia. Chciała usłyszeć z naszej strony aprobatę dla siebie, potępienie teściowej, ale milczeliśmy, myśleliśmy tylko, że teściowa nie miała szczęścia z synową.




