Moja teściowa od samego początku robiła wszystko, aby nie dało się jej lubić. Wszystko zaczęło się w zasadzie od tego, że już na pierwszym spotkaniu zachowała się bardzo nietaktownie i lekceważąco, co dla mnie jest po prostu poniżej wszelkiej krytyki. Zapytała mnie od razu przy stole, z iloma mężczyznami spałam i ile aborcji przeszłam, bo wyglądam jej na taką, która „daje” facetom na prawo i lewo.
Byłam zszokowana tym, co usłyszałam. Starałam się odpowiedzieć jej z humorem i nie być wobec niej niegrzeczna. Poza tym miałam jeszcze nadzieję, że z czasem nasze relacje się polepszą, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, jaką podłą i złą jest osobą.
Po ślubie próbowałam zdystansować się od teściowej i rzadko się z nią spotykałam. Postanowiłam nie rozmawiać z nią bez potrzeby, bo za każdym razem była dla mnie bardzo nieprzyjemna. W zasadzie nigdy się nie pokłóciłyśmy otwarcie, tylko wszystko opierało się na negatywnych docinkach. Mąż z kolei nie ingerował w nasze relacje, wolał być neutralny. Nie naciskałam na niego i nie zabraniałam spotykać się z matką. Odwiedzał ją sam, bo ja nie chciałam jeździć do osoby, która tak okropnie mnie traktuje.
Ostatnio nasza „zimna wojna” osiągnęła jednak zupełnie inny poziom. Przed Wielkanocą mój mąż był zawalony pracą – jest lekarzem i w zasadzie pierwszy i drugi dzień świąt spędził w szpitalu. Z synem siedzieliśmy w domu, jedliśmy, oglądaliśmy telewizję i spędzaliśmy miło czas we własnym towarzystwie. Kiedy syn zasnął, wyciągnęłam butelkę wina i postanowił wypić lampkę przed snem.
Rano, dokładnie o 8, zadzwonił dzwonek do drzwi – to byli teściowie. Przyjechali jak zwykle bez ostrzeżenia. Już od progu teściowa zwróciła uwagę na pusty kieliszek i butelkę stojącą na stole, która była już prawie pusta.
– Piłaś? – zapytała teściowa.
– Piłam. I co? To nie przestępstwo, że wypiłam sobie lampkę wina.
Następnego dnia mieliśmy „gości” – dwie panie z opieki społecznej. Powiedziały, że ktoś doniósł, iż jestem pijaczką i pijana chodzę w obecności dziecka.
Najbardziej jednak uderzyła mnie reakcja mojego męża. Było mu to obojętne i nie widział nic złego w tym, że jego matka na mnie doniosła i fałszywie oskarżyła. To dało mi do myślenia – nie ma szans, abym w tej rodzinie była szczęśliwa, tym bardziej, że mój mąż nie potrafi zareagować w chwili, gdy jego rodzice rujnują nam małżeństwo.
Nie chcę, żeby teściowa przedstawiała mnie w takim świetle. Czy nie mam prawa wypić lampki wina? O to tyle szumu? Nie wyobrażałem sobie nawet, że mogła mnie zrównać z jakimś alkoholikiem!



