Moja teściowa ma już ponad osiemdziesiąt lat. Jeszcze dwa lata temu jej zdrowie było w dobrej kondycji. Często ją odwiedzaliśmy, a Aleksandra była zawsze gościnna, czekała na nas z suto zastawionym stołem, chętnie z nami rozmawiała i żartowała. Wszystko wydawało się być w porządku.
Podczas jednej z naszych wizyt zauważyłam, że żarty i humor już do niej nie docierają – miała coraz większy problem ze zrozumieniem tego, co do niej mówię. Myślałam, że to może chwilowe albo akurat miała zły dzień.
Kolejnym razem teściowa stwierdziła, że po naszej wizycie zniknęły pieniądze odłożone na zakup nowej lodówki. Sugerowała, że może przypadkiem je zabraliśmy. Byliśmy zaskoczeni, bo nie wiedzieliśmy, gdzie trzymała w ogóle pieniądze, a lodówkę dla niej kupiliśmy wspólnie półtora roku wcześniej. Płynnie zmieniłam temat i teściowa szybko zapomniała o zaginionych pieniądzach. W domu z mężem porozmawialiśmy o jej dziwnym zachowaniu, ale postanowiliśmy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.
Jak się okazało, długo nie musieliśmy czekać. Dwa dni później zadzwoniła do nas sąsiadka teściowej. Zobaczyła Aleksandrę na przystanku z walizką mówiącą, że za dwie godziny ma samolot na Kanary. W naszym mieście nie ma nawet lotniska! Sąsiadka przekonała ją, by wróciła do domu i od razu skontaktowała się z nami.
Kiedy przyjechaliśmy, teściowa zachowywała się jakby nic się nie stało. Walizka stała przy drzwiach, a ona tłumaczyła, że robiła porządki i chciała wyrzucić stare rzeczy. Przekonaliśmy ją do wizyty u lekarza, nie wspominając, że chodzi o psychiatrę. Po półgodzinnej rozmowie lekarz postawił diagnozę – postępująca demencja. Zalecił oddanie teściowej do miejsca, gdzie będzie miała całodobową opiekę.
Wyszliśmy ze szpitala przygnębieni. Mąż nie chciał umieścić matki w domu starców, więc postanowiliśmy zabrać ją do siebie. Jej mieszkanie wynajęliśmy, żeby mieć dodatkowy dochód. Teściowa zgodziła się na taki układ z radością. Jej słowa o tym, że razem będzie weselej okazały się prawdziwe, ale nie w pozytywnym sensie. Każdego dnia coś się działo – zostawiała odkręconą wodę albo gaz, włączała światło w całym domu w nocy mówiąc, że to po to, aby nikt się nie zgubił, a rano przygotowywała się do pracy, budząc nas już o 4.
Po tygodniu nasz starszy syn przeprowadził się do akademika, a młodszy unikał babci. Mąż za to starał się wracać późno z pracy, kiedy teściowa już spała. Kiedy opowiadałam mężowi o jej wybrykach zbywał mnie, mówiąc, że to przecież nic niebezpiecznego. Rano szybko wychodził do pracy, żeby nie trafić na matkę.
W końcu mój urlop się kończył i powiedziałam mężowi, że musimy zdecydować się na jakiś ośrodek dla teściowej, bo nie damy sobie rady. On jednak nadal był przeciwny. Zasugerowałam, żeby sam wziął urlop i opiekował się swoją matką. Skończyło się to awanturą, po której spakowałam rzeczy, zabrałam młodszego syna i pojechałam do swoich rodziców.
Mąż zadzwonił po czterech dniach mówiąc, że w domu panuje chaos. Poprosił, żebym wróciła i dodał, że znalazł odpowiednią klinikę dla osób z demencją. Teraz teściowa jest w ośrodku pod stałą opieką. Czasami nas rozpoznaje, ale te chwile są coraz rzadsze. Leki i ośrodek są kosztowne i na razie wystarczają pieniądze z wynajmu jej mieszkania, ale co będzie dalej – zobaczymy.
Szkoda, że teściowa tak szybko straciła zdolność samodzielnego myślenia, ale takie jest życie.



