Od pierwszego dnia naszego poznania teściowa mnie nie lubiła i była przekonana, że spotykam się z jej synem tylko ze względu na ich trzypokojowe mieszkanie. Pochodzę ze wsi, moi rodzice nie są bogatymi ludźmi, ale zawsze żyłam w dostatku.
– Nawet nie możesz liczyć na mieszkanie. Ale udało ci się z mężem. On taki piękny, mądry, a Ty kim jesteś? – mówiła mi teściowa.
Byłam tak przerażona, że teściowa nazywała mnie intruzem, ciągle wypominając mi, że pochodzę z wiejskiej rodziny i nie jestem godna jej idealnego syna.
Dałam sobie słowo, że udowodnię jej, że jest przeciwnie. I wiele nad tym pracowałam. Od razu po ślubie musieliśmy mieszkać z teściową. Ona ciągle mieszała się w nasze osobiste sprawy, liczyła ile pieniędzy mój mąż wydaje na mnie, podsłuchiwała wszystkie moje rozmowy z rodzicami. W końcu wymyśliliśmy plan, żeby przepisać mieszkanie na nas. Na szczęście moi rodzice pomogli nam w zakupie mieszkania, pożyczyliśmy kwotę na wkład własny, i wreszcie przeprowadziliśmy się do naszego domu. Dom był mały, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Mój mąż miał dobrą pracę, a ja sama siedziałam na urlopie macierzyńskim, wychowując starszego syna, a drugi był w drodze. Niedługo potem mąż stracił pracę i przez ponad rok był bezrobotny. Dobrze, teraz, gdy dzieci są dorosłe, mogę sama pracować, utrzymywać rodzinę, płacić za kredyt hipoteczny, a także pomagać teściowej, która ma problemy zdrowotne.
– Udało Ci się z moim synem – powtarza teściowa, podczas gdy mąż leży w domu na kanapie bez pracy. Jej duma nie pozwala jej nazwać mnie „dobrą synową”. Ale wszyscy krewni wiedzą, komu udało się znaleźć odpowiedniego partnera.



