Iga i Maciek, na pilną prośbę ojca męża, po ślubie zaczęli mieszkać u niego w domu na wsi. Początkowo nowożeńcy planowali kupić sobie dom, ale Ignacy, ojciec Maćka, z takim zapałem namawiał ich do życia w jego domu, że syn wspierał ojca. Razem udało im się przekonać Igę. Kilka miesięcy później Iga żałowała, że dała się przekonać. Teść palił w kuchni i salonie, nie przywiązując wagi do tego, że ciężarna synowa dusiła się od dymu tytoniowego. Ignacy mógł pić przez kilkanaście dni i zachowywać się nieprzyzwoicie. Iga sprzątała po nim ten bałagan, ale gdy tylko wyraziła niezadowolenie, teść postawił ją na swoim miejscu.
– Co, Ty tu niby dowodzisz? W Twoim domu będziesz dowodzić…
Wraz z narodzinami córki sytuacja tylko się pogorszyła.
Pijackie uczty nie zniknęły, a niechęć do siebie nawzajem wzrosła. Jedzenie było źle ugotowane, niewłaściwie coś wyczyszczone, marnowano dużo wody na pranie, nie podobało mu się jej lub ich córki zachowanie… Wkrótce młodzi odkryli, że ich teść wydaje swoje zarobki tylko na siebie. Jedzenie, które kupował Maciek, jadł też Ignacy. Gdy syn go zapytał, dlaczego nie kupuje sam produktów, odpowiedział
– Jeśli mieszkasz w moim domu, musisz mnie karmić.
Ostatnią kroplą przelewającą czarę goryczy dla młodych było to, gdy zobaczyli, jak synowa cierpi i ciągnie córeczkę na starych sanneczkach, więc Ignacy kupił jej nowe. Iga podziękowała teściowi. W dniu wypłaty Maćka ojciec zapytał syna, kiedy dług zostanie spłacony.
– Jaki dług? Maciek był zszokowany.
– Za saneczki.
– To prezent? – Czy to nie za dużo dla Ciebie, prezenty za sześćdziesiąt złotych? Tego samego dnia Iga postawiła ultimatum przed mężowi – przeprowadzają się do miasta. Ignacy, dowiedziawszy się o ich przeprowadzce, najpierw powiedział obrzydliwość, a potem zaczął prosić, aby go nie opuszczali.
Ale Iga nie uległa już namowom. Wiosną młoda rodzina przeniosła się do pobliskiego miasteczka, gdzie kupiła mały, ale własny dom. Przez prawie sześć miesięcy Iga nie miała kontaktu z teściem, ale potem uraza zniknęła i zaczęli odwiedzać Ignacego. Kupiła na jego prośbę produkty spożywcze. Rzadko teść natychmiast zwracał pieniądze za produkty, częściej zdarzało się, że trzeba było czekać miesiąc lub więcej na pieniądze, a czasem w ogóle nie czekali na zwrot, ale też nie przypominali. Ten ostatni brak powrotu zbiegł się z trudnościami finansowymi w rodzinie. Maciek długo chorował i dużo pieniędzy wydano na leczenie, a potem teść ze swoimi zamówieniami.
– Nie, Maciek, za swoje pieniądze nie kupię mu nic więcej. Zapłaci z góry – coś mu kupię. Nie widziałam od niego żadnego dobra, aby utrzymać go na własny koszt. Jedna historia z sankami to udowodniła.
Maciek zgodził się z żoną.




