Teść jest tyranem czystości, który przez całe życie poniżał żonę w każdy możliwy sposób, ale kiedy przyszło mi do głowy, nie zniosłem tego.

Od pierwszej chwili mojej znajomości z rodzicami męża zdałam sobie sprawę, że nie będzie mi łatwo z teściem. Ledwo powstrzymałam się, żeby nie pokłócić się z nim podczas pierwszego spotkania. Mają taką sytuację w domu: teściowa chodzi w milczeniu, nawet nie podnosi oczu, a teść uważa się za króla. Kobieta nie może sobie pozwolić na rozmowę, a „mąż wszechmogący” może robić, co mu się podoba. Na szczęście w ich rodzinie urodził się syn, a nie córka. Nie chcę nawet wyobrażać sobie, że ktoś tak żyje. Czasami zastanawiam się, jak syn może w ogóle nie być taki jak ojciec. Mówił, że głównie rozmawiał z matką. Ojciec pił przez dwanaście lat, potem się otruł i zapadł w śpiączkę. Potem przestał oddychać, aż stracił puls, jakoś doszedł do siebie, ale i tak do końca nie zrezygnował z alkoholu.

Nie można było znaleźć bardziej odpowiedniego momentu do rozwodu niż wtedy, ale z jakiegoś powodu teściowa się nie rozwiodła. Jesteśmy małżeństwem od tylu lat, ale nawet głosu teściowej nie zapamiętałam, tak mało rozmawiałyśmy. Mam jednak dość dogryzania ze strony teścia. Chciał mnie też wyszkolić, ale nie zamierzałam dostosowywać się do jego standardów. Odwiedzał nas kilka razy w tygodniu, próbował mi dyktować warunki, czuł się jak w domu. Wyraziłam swoje niezadowolenie i zaczęła się walka. Kazał mężowi pokazać mi moje miejsce, bo inaczej sam to zrobi. A ja go ostrzegłam: jeśli choć raz spróbuje, pójdę na policję. Przestał nas odwiedzać, ale zaczął wzywać męża do pracy, gdzie zgromadziła się grupa ludzi takich jak on. Z czasem zauważyłam, że mój mąż zaczął używać wyrażeń ojca w swoim mowie.

Zapytałam wtedy koleżankę, czy jej mąż nie mógłby zatrudnić mojego w ich firmie. Mieszkali w pobliskim mieście, a jej mąż był budowniczym. Nie widziałam innego wyjścia. Powiedziałam mężowi: albo się tam przeprowadzimy, albo złożę wniosek o rozwód i wyjadę sama. Na szczęście nie sprzeciwił się. Awantura miała miejsce, gdy teść dowiedział się, że się przeprowadzamy. Obraził męża, nazwał go „pantoflem”. „Kto z Was jest facetem? Jesteś zarządzany przez kobietę, wstyd!”. Od tamtego czasu minęło już pięć lat. Mieszkamy w innym mieście, z mężem mamy silne relacje. Urodził się nam syn, który nigdy nie komunikował się z dziadkami. Szkoda tylko teściowej, ale to jej wybór.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Teść jest tyranem czystości, który przez całe życie poniżał żonę w każdy możliwy sposób, ale kiedy przyszło mi do głowy, nie zniosłem tego.