Mam na imię Faustyna i mam sześćdziesiąt cztery lata. Mam też dwoje dzieci: syna i córkę. Córka ma 35 lat i mieszka wraz z żoną i dziećmi w Krakowie, natomiast córka niedawno dopiero wzięła ślub. Oczywiście kocham moje dzieci, ale uważam je za trochę egoistyczne. Coraz częściej mam wrażenie, że moje własne dzieci mnie tylko wykorzystują, ale jestem coraz starsza i nie mam też siły z nimi walczyć.
Pracowałam przez ten cały czas w w Niemczech. Pozwoliłam córce i zięciowi zamieszkać u mnie w domu. Kiedy powiedziałam córkę, że wracam na stałe do Polski, to nie było w niej zbyt dużego entuzjazmu. Potem zresztą nie było lepiej – kiedy przyjechałam do domu, zobaczyłam, że teraz rządzi w nim zięć. Przez to jak się zachowuje, czuję się jak obcy człowiek we własnym domu.
Wydaje mi się, że przez to, co wydarzyło się w przeszłości, za bardzo całe życie przejmowałam się dziećmi. Kiedy były jeszcze małe, mąż nas porzucił i dzieci bardzo to przeżyły. Postanowiłam im więc to jakoś wynagrodzić, a przy okazji zrobić wszystko, aby niczego im w życiu nie brakowało. Pracowałam przez to na dwóch etatach, a jeśli oprócz tego udało się jakoś jeszcze jednorazowo dorobić, też zawsze brałam ze sobą dodatkową pracę. Kiedy syn chciał studiować w Krakowie, wyjechałam do Niemiec, aby spełnić jego marzenie. On zamiast studiować, poznał dziewczynę, rzucił studia i założył z nią rodzinę. Potem mówił, że studia do niczego nie są mu potrzebne.
– Zostawcie mojego braciszka! On źle się czuje!
Jego żona okazała się być niezwykle leniwa – nic nie chciała robić w domu, nie potrafiła nawet niczego zrobić przy dzieciach. Kiedy urodziło się im trzecie dziecko syn poprosił mnie, abym wróciła z Niemiec, zamieszkała z nimi i im pomogła. Niestety, to okazało się być okropną męką.
Wróciłam do Polski i od początku bardzo się męczyłam, ale nie z dziećmi, a z synową i synem. Na początku wszystko było w porządku, ale niestety, potem zaczęli się mną wysługiwać, robiąc sobie ze mnie pokojówkę. W pewnym momencie juź nie wytrzymałam i uznałam, że pojadę do domu. Tam mieszkała już córka z zięciem, ale jednak to był wciąż mój dom.
Wiadomość o tym, że wracam do domu, przyjęli jakoś niechętnie. Na miejscu okazało się, że teraz Panem domu jest mój zięć. On w ogóle nie liczy się ze mną i według niego wszystko robię źle. A ja, niby mam dom, ale czuję się w nim źle przez to, jak jestem traktowana.
Nie mam dokąd pójść. Córki nie mogę i nie chcę wyrzucić z domu, a zięcia nie mogę po prostu znieść. Jest mi bardzo cięźko i po prostu nie widzę wyjścia z tej sytuacji. Nigdy bym nie pomyślałam, że nie będę mogła dogadać się z własnymi dziećmi.



