Teraz nie ma ani kota, ani ludzi bliskich mojemu sercu…

Teraz nie ma ani kota, ani ludzi bliskich mojemu sercu...

Jak tylko sobie to przypomnę, to od razu chce mi się płakać. Tego dnia były moje urodziny, mój syn planował mnie odwiedzić. Powiedział też, że zabierze ze sobą kota, którym miałam się zajmować podczas jego wyjazdu służbowego.

Dosłownie dwie godziny póżniej napisał do mnie SMS-a z informacją, że kot gdzieś zaginął. Zaczęłam do niego dzwonić, bo chciałam zapytać w jakich okolicznościach zaginęło zwierzę, może mu pomóc, ale nie odbierał telefonu. Na moje SMS-y też nie odpisywał, nie wiedziałam, co się dzieje. Postanowiłam więc zadzwonić do mojej synowej chociaż wiedziałam, że od jakiegoś roku są już w separacji. Miałam jednak nadzieję, że może coś wie.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy wiesz przypadkiem, o co chodzi z Arturem? Gdzie jest i co z kotem?

– Nie wiem, ale mogę zapytać syna, bo był niedawno u Artura.

Nie chcę odmawiać mamie, ale pozwolenie jej przyjaciółce na zamieszaknie w moim mieszkaniu za darmo wcale mi nie pasuje

I wtedy usłyszałam w telefonie głos wnuka: „Pewnie go zabił, nie wiem zresztą. Daj mi spokój”. Znając mojego syna, nie mogłam w to uwierzyć. Jest bardzo miłym i życzliwym człowiekiem, więc nigdy nie skrzywdziłby zwierzęcia. Uderzyła mnie także obojętność mojego wnuka, bo jak można tak spokojnie mówić o tym, że jego własny ojciec zabił kota?

Zaczęłam monitorować różne grupy na mediach społecznościowych i przeglądałam zdjęcia znalezionych kotów, ale wśród nich nie było Rysia, kota syna. Przejrzałam setki różnych zdjęć, ale to wszystko na nic, a przecież skoro gdzieś uciekł, to ktoś musiał go znaleźć. Nagle oddzwonił mój syn, który był bardzo zmieszany, a nawet można rzec, że był zrezygnowany i smutny. Nie rozumiałam, co się dzieje, aż w końcu Artur powiedział: „Nie mam już syna”. I wszystko stało się jasne – to wnuk pozbył się kota, a nie mój Artur. Sebastiana kot denerwował, nie lubił go, więc wyrzucił go przez okno z dziesiątego piętra, a potem ojcu powiedział, że kot wymsknął się na klatkę i nie wiadomo, gdzie jest.

Nie chcę widzieć mojego wnuka, ponieważ jest małym tyranem i wyrośnie na jakiegoś bandytę. Jak można zrobić krzywdę takiej bezbronnej istocie? Bardzo żałuję, że sama nie przyjechałam po tego malucha. Jakim cudem mój wnuk jest tak okropny, kiedy ma takiego dobrego ojca?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

Teraz nie ma ani kota, ani ludzi bliskich mojemu sercu…