Mieszkamy z mężem u jego rodziców. Kiedy moi rodzice się rozwiedli, sprzedali wspólne mieszkanie i podzielili się pieniędzmi po połowie. Dzięki temu mama mogła sobie kupić kawalerkę, w której teraz mieszka. Jest jednak oczywiste, że na tak małym metrażu dwie rodziny nie mogłyby się pomieście, więc z mężem nie mogliśmy razem z nią zamieszkać.
A ostatnio – jak to mówią – szczęście się do nas uśmiechnęło. Tata zdecydował się wyjechać za granicę na stałe i przekazał mi swoje dwpokojowe mieszkanie w centrum miasta, w starej kamienicy z trzymetrowym sufitem, o czym w naszej sytuacji mogliśmy tylko pomarzyć. Na radzie rodzinnej wspólnie z teściami zdecydowaliśmy, że wynajmiemy to mieszkanie na rok i zaoszczędzimy trochę pieniędzy na zbliżające się powiększenie rodziny, ponieważ wynajem mieszkań w tej okolicy był dość drogi, a pieniądze na dziecko zawsze się przydadzą. Wszyscy się na to zgodzili i zaczęliśmy szukać odpowiednich najemców.
Kilka dni później mama zadzwoniła do mnie i powiedziała, że jej najlepsza przyjaciółka ma kłopoty – jej mieszkanie spłonęło z powodu zwarcia w instalacji, a teraz razem z dziećmi nie mają się gdzie podziać. Mama prosiła, żebym pozwoliła im wprowadzić się na jakiś czas do mieszkania ojca, tylko oczywiście bez przymusu płacenia czynszu, aby mogły się nieco odkuć. Mają trudną sytuację, zostali bez grosza przy duszy, więc możliwość zamieszkania w tym lokum byłaby dla nich niezwykle pomocna.
Teraz już nawet nie wiem co robić – wiem, że trzeba ludziom pomóc, ale z drugiej strony oni się wprowadzą pewnie na długo, czyli kiedy już uda im się wyremontować to spalone mieszkanie, a to może naprawdę sporo trwać. Poza tym jeszcze przed narodzinami dziecka chcieliśmy wyremontować to mieszkanie, co bez dodatkowego przychodu będzie to po prostu niemożliwe.
Nie chcę odmawiać mamie, ale jeszcze bardziej nie chcę oddawać mieszkania rodzinie jej przyjaciółki. Najciekawsze jest to, że decyzję muszę podjąć sama, bo zarówno mój mąż, jak i teściowie stwierdzili, że mieszkanie należy do mnie, więc decyzja także należy do mnie. Tylko oni powiedzieli to z takim wyrazem twarzy, że łatwo było się domyślić, co o tym myślą, jednak nie chcieli powiedzieć tego wprost. Nie wiem jeszcze jak rozwiązać ten dylemat…



