Choć mówi się, że koty są leniwe i traktują ludzką opiekę jako coś oczywistego, mój Lolek jest zupełnie inny. Pamiętam, jak pewnego dnia weszłam do sklepu rybnego, a on siedział obok sprzedawcy i jadł rybę.
Był to bardzo piękny kot, dymny i niesamowicie puszysty, z ciemnoszarymi oczami i krzaczastymi wąsami. Zapytałam sprzedawcę, kogo on jest, ale okazało się, że wszystkich, taki sklepowy kot. Nazwali go Lolek i często go karmili, więc kręcił się wokół nich. Nie było nikogo, kto mógłby go zabrać do domu, a ja od dawna chciałam mieć zwierzaka.
Zabrałam mojego nowego przyjaciela do weterynarza i zaczęliśmy się bawić. Niegrzeczny kociak interesował się kwiatami, zabawkami świątecznymi, a zwłaszcza szeleszczącymi torbami. Jak mogłam żyć bez niego przez cały ten czas?
Słyszałam wiele opowieści o tym, że zwierzęta przywiązują się do swoich właścicieli, pomagają im w różnych sytuacjach, ale nie bardzo w to wierzyłam. Pewnego dnia bardzo się rozchorowałam, przeziębiłam się, biegając z biura do biura w rozpiętej kurtce, w dodatku w wietrzną pogodę. Dzień później pojawiła się wysoka gorączka, a ja leżałam w łóżku. Ku mojemu zaskoczeniu, Lolek nigdy nie opuszczał mojego boku, a nawet zapomniał o jedzeniu. Leżał obok mnie, jego nos był wilgotny od mojej spoconej z gorączki dłoni.
Wtedy poczułam wsparcie ze strony małego, futrzanego przyjaciela i nie mogłam powstrzymać łez. Obecność ciepłego, słodkiego i troskliwego przyjaciela, rozgrzała moje serce, dodała pozytywnych emocji i sił, szybko doszłam do siebie.
Lolek sprawił, że moje życie stało się o wiele jaśniejsze i bogatsze. Teraz nie czuję się samotna i wiem, że mój futrzany przyjaciel czeka na mnie w domu. Codziennie wyprowadzam go na spacer na smyczy, a nawet uszyłam dla niego buty. O wiele przyjemniej jest jednak mieszkać w domu z takim małym lokatorem, który z radością wita się ze mną po pracy.

